Róża z kolcami

Ciało, emocje i myśli to naczynia połączone. Kiedy jesteś spokojny, czujesz się zrelaksowany i bezpieczny, Twój oddech zwalnia i pogłębia się. Gdy coś Cię zdenerwuje albo zestresuje, a w głowie pojawi się myśl „nie zdam tego!”, oddech przyspiesza i staje się płytszy. Wtedy możemy mówić o zależności: EMOCJE / MYŚLI -> CIAŁO (oddech)

Na szczęście tak jesteśmy skonstruowani, że zależność tą można odwrócić. Próbowaliście kiedyś w sytuacji stresującej czy będąc zdenerwowanymi wziąć klika głębokich wdechów? Ja próbowałam. Może efekt nie był oszałamiający w postaci rozpływającego się po całym ciele luzu i spokoju (takie efekty to po miesiącach, a może i latach ćwiczenia oddechu i medytacji), ale dało się zauważyć wyraźne zmniejszenie napięcia i stresu. Tak na marginesie, z emocjami czy stresem jest tak, że nie chodzi o to, żeby je zlikwidować (stajemy się wtedy maszynami), ale żeby w trudnej sytuacji móc w prosty sposób zmniejszyć ich wielkość do takiego poziomu, przy którym egzamin, jaki zdajemy nie wisi na włosku, a związany z nim stres działa na nas mobilizująco.

Jak oddychać?

Niektórzy twierdzą, że „oddychać głęboko znaczy głęboko odczuwać”. Jeśli oddychamy przeponowo (brzusznie), obszar jamy brzusznej ożywia się. Nie oddychając głęboko, tłumimy uczucia związane z brzuchem (do jednych z nich należy smutek). Kłopot jest w tym, że często zdarza nam się tłumić emocje (bo wymaga tego od nas otoczenie) lub im zaprzeczać, co odbija się na naszym oddechu. W dzieciństwie często wstrzymujemy oddech, gdy odczuwamy ból albo boimy się. Sama byłam świadkiem, jak przestraszone z powodu burzy 5 letnie dziecko siedziało wtulone we mnie i nagle ze strachu wstrzymało oddech. Po usłyszeniu „Oddychaj głęboko!” posiedziało jeszcze ze mną kilka chwil i poszło z powrotem położyć się spać. Wstrzymując oddech, wstrzymujemy emocje. Wstrzymując emocje, gromadzą się one w naszym ciele w postaci napiętych mięśni, które po jakimś czasie zaczynają boleć (mieliście kiedyś obolałe plecy w okresie nasilonego stresu i napięcia?).

 

8razyO

 

Umiejętne oddychanie to dostęp do naszych emocji. I tutaj można pracować na dwóch frontach: oddechu i emocji. Jeśli trudno Ci nazwać emocje, które masz w sobie, a myśli składają się w jeden wielki chaos, po prostu oddychaj. Jeśli natomiast masz łatwość w odpowiedzi na pytanie: Co terasz czuję? Nazwij to, jak możesz to wypowiedz głośno („Jestem wściekła, bo czekam na ciebie już 20 minut, a ty nie dajesz znaku życia”!), weź kilka głębszych oddechów i zobacz, co się zmienia. Od razu mówię! Emocje nie znikną, ale ich nasilenie będzie mniejsze –  przez co łatwiej Ci będzie sobie z nimi poradzić.

Obserwacja oddechu

Obserwacja nie jest niczym więcej, aniżeli… obserwacją oddechu. Z pozoru zadanie wydaje się proste, ale do prostych nie należy, gdyż nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek i gdziekolwiek w procesie nauczania poprosił mnie o obserwowanie mojego oddechu. Pierwszy raz chyba spotkałam się z tym na jodze.

Co znaczy obserwować oddech?

Obserwowanie to zauważenie tego, że oddech ma (aż!) 4 fazy: wdech – pauzę – wydech – pauzę. Obserwowanie nie oznacza ani wydłużania, ani robienia czegokolwiek z oddechem. To trudne zadanie, bo nagle dostrzegamy, że oddech wcale nie jest tak głęboki i długi, jak byśmy chcieli, żeby był. Co gorsza czasem na siłę próbujemy go pogłębiać, co kończy się zmęczeniem (tak, głębokie oddychanie dla niewprawionych naprawdę męczy). Kiedy prowadziłam warsztaty dla młodzieży, spotykałam się z różnymi reakcjami na oddech przeponowy. Niektórzy z moich uczestników dostawali zawrotów głowy albo zaczynały ich boleć okolice żeber czy klatki piersiowej. Chciałam zaznaczyć, że takie reakcje są normalne i nie należy się po nich zrażać do obserwacji oddechu czy też ćwiczeń oddechowych.

Gdzie obserwować oddech?

Oddech można obserwować wszędzie: w autobusie, tramwaju, samochodzie, w parku, w domu, na łące, w trakcie delektowania się dźwiękami przyrody, jak i oczekiwania na pieczone w piekarniku ciasto. Dlatego też argument: „Nie mam czasu na obserwacje oddechu” jest kiepski, bo czas znajdziesz zawsze. Kwestia tylko tego, czy masz ochotę poświęcić 1-2 minuty stania w autobusie na wpatrywanie się w przechodniów czy też na zaobserwowanie jak dla mnie fenomenalnego zjawiska, jakim jest oddech. Decyzja należy do Ciebie:)

 

Zobacz również: Oddech – najtańsze „urządzenie” do redukcji stresu!