papryka

Jeszcze nie tak dawno temu, gdybyśmy zapytali dziecka skąd się bierze jedzenie odpowiedziałoby, że mama je robi, ze spiżarni, ogrodu i ewentualnie ze sklepu. Dziś pytając o to samo, zwykle otrzymamy jedną odpowiedź – z supermarketu, sklepowej półki.

Produkcja jedzenia przestała być częścią życia większości z nas. Kiszenie kapusty w wielkich beczkach, która śmierdzi na cały dom, zbieranie jabłek na zimę, suszenie gruszek na kompot oraz kopru i pietruszki, żeby były do zupy, dziesiątki kompotów, sałatek, soków i innych przetworów czekających na zimową, ciężką porę – kto z nas, to praktykuje w swoim domu? Zmieniły się czasy, zima przestała przerażać, bo zawsze gdzieś obok jest sklep. Ograniczamy się głównie do podgrzania, zmieszania, połączenia zawartości jednego słoiczka z tym, co znajduje się w drugim – tak jest szybciej.
 
Przestaliśmy się skupiać na zapewnieniu sobie żywności w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dziś koncentrujemy się na pracy, która da nam pieniądze na to jedzenie. Z producentów, którzy zaopatrywali własne spiżarnie, staliśmy się konsumentami, którzy nie dość, że na zapasy miejsca w domu już nie mają, to jeszcze nie widzą potrzeby składowania czegokolwiek – po co? Jeśli zabraknie „Skoczę do sklepu”. Widzę sama po sobie, że kupuję tyle, ile zjem, bo nie mam gdzie przechowywać, bo wychodzę z założenia, że kupię sobie później, po co „ma mi leżeć”.

Uzależnienie od sklepów

Moje jedzenie pochodzi tylko i wyłącznie ze sklepu, nie produkuję niczego… Gdyby sobie zdać sprawę z zagrożeń takiego stanu rzeczy, można by się nieco zestresować. Nie produkuję jedzenia, nie przechowuję go, kupuję tyle, żeby starczyło z dnia na dzień – gdyby tak nagle wszystkie supermarkety i sklepy zniknęły z powierzchni ziemi… to, co bym jadła? Myśl z pozoru wydaje się nieco z gatunku sf, ale warto się nad tym zastanowić. Wystarczy większy kryzys na świecie, konflikt zbrojny, nieprzewidziany kataklizm, przerywy w dostawie energii, żeby ze sklepów jedzenie zniknęło w kilkanaście godzin. Wszystkich pragnących pogłębić ten temat odsyłam do książki Marcina Popkiewicza – "Świat na rozdrożu", w której autor w przejrzysty sposób pokazuje, jakie konsekwencje nam grożą w sytuacji ograniczenia dostępu do paliw kopalnianych. [W książce czytamy m.in  „Wiele wskazuje na to, że kryzys naftowy (lub szerzej kryzys zasobów lub granic wzrostu) ujawni się, jako kryzys finansowy.[…] To oznacza, że wszystkie banki stracą płynność i ogłoszą niewypłacalność. Załamanie się systemu usług bankowych nie tylko wywołałoby kryzys finansowy, ale również doprowadziłoby do paraliżu łańcuchów dostaw. Na jak długo wystarczyłoby jedzenia w supermarketach? Na jak długo wystarczyłoby gotówki?”]
 
Przyglądając się temu, jak wygląda dziś życie można zauważyć, że uzależniliśmy się od sklepów. Wyręczają nas one w przechowywaniu jedzenia w czasie, gdy my ciężko pracujemy, by móc przyjść i je kupić. 
 
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że kiedyś wiedzieliśmy, co mamy na talerzu, bo od początku do końca doglądaliśmy procesu powstawania żywności. Teraz kupujemy byle było ładnie zapakowane, w estetycznym kolorze i odpowiedniej cenie. Mimo że coraz więcej osób zaczyna przykładać wagę do składów produktów, większość z nas kupuje to, co się nawinie pod rękę. Przyznam się szczerze, że miałam wczoraj ochotę na koreczki śledziowe – po wydreptaniu ścieżki wzdłuż regałów supermarketu, wzięciu do ręki z 15 pudełeczek i przeczytaniu etykiet, uznałam, że jednak zjem coś innego, bo nie mam ochoty na taką puszkę chemii. Aż dziw bierze, jak w takim małym pudełeczku można tyle substancji chemicznych zmieścić, mimo że są w nim tylko kawałki ryby… Pomyślałam sobie ze złością – „Dlaczego stoisko, gdzie króluje żywność ekologiczna jest takie małe i nie przewidziano w nim produktów z rybami?”. Ostatecznie musiał mnie zadowolić ekologiczny pasztet sojowy, na całe szczęście z soi niemodyfikowanej genetycznie;)

Rolnik zamiast supermarketu

Nie można powiedzieć, że nie powinniśmy korzystać ze sklepów… Dzięki nim zwiększył się komfort naszego życia i nie musimy (o ile mamy pracę i zarabiamy) trząść się, że nie ma czym zapełnić lodówki. Warto jednak zwracać uwagę, co wkładamy do naszego koszyka. 
 
Żeby samemu produkować jedzenie, trzeba mieć odpowiednie warunki – trochę pola, czas i oczywiście środki finansowe. Mały przydomowy ogródek możemy zagospodarować samodzielnie, większe uprawy jednak wymagają maszyn i ludzi do pomocy. Mieszkając w mieście nie ma się szans na to, by cokolwiek wyprodukować – no chyba, że się ma działkę albo uprawia zioła w doniczkach. 
 
Skąd więc zatem wziąć ekologiczną żywność, skoro zwykle trudno o nią w supermarkecie? Nic nie stoi na przeszkodzie, by kupować świadomie i wspierać tych, którzy produkują jedzenie zdrowe. Ekologiczna żywność, to coś wartego naszej uwagi. Można by rzecz, że skoro sami nie możemy wyprodukować, bo czas i możliwości nam nie pozwalają – zamiast kupić przetworzone jedzenie (które nie wiadomo skąd pochodzi i jak zostało wytworzone), zaopatrujmy się produkty ekologiczne u zaufanych rolników.

Ekologiczna żywność – jak znaleźć rolnika producenta?

Skoro w Warszawie można spotkać rolnika posiadającego własne gospodarstwo, to w każdym innym mieście czy wsi, również jest to możliwe. Warto rozejrzeć się na targach warzywnych, popytać znajomych, poszperać w Internecie. Miejmy tylko świadomość, że sprzedawca warzyw, owoców czy produktów mlecznych to niekoniecznie rolnik-producent. Często jest to tylko osoba, która kupuje produkty na giełdzie i sprzedaje później na stoisku. Jeśli rzeczywiście chcielibyśmy zapewnić sobie dobre jedzenie, warto się rozejrzeć po ulicznych straganach, porozmawiać z osobami, które tam sprzedają, zapytać skąd biorą swoje produkty, czy używają nawozów, pryskają pestycydami. 

Znak zapytaniaPytajmy również o eko-certyfikaty, o które coraz częściej starają się gospodarstwa – producenci jaj, mięsa, przetworów mlecznych, warzyw i owoców. Są one gwarantem humanitarnego podejścia do chowu zwierząt, niestosowania szkodliwych dla nas środków ochrony roślin i nawozów sztucznych.

Jeśli już to się uda, warto umówić się na cotygodniowy odbiór „zapasów”, które wystarczą nam na cały tydzień. Osoby, które bez problemu poruszają się w Internecie, mogą również zdecydować się na zakupy w eko-sklepach internetowych albo zamawiać zdalnie w certyfikowanych gospodarstwach rolnych, poprzez ich strony internetowe. Tak, to też jest już możliwe. Taka forma zakupów pozwala obniżyć koszty, (jest taniej, niż w stacjonarnych sklepach tego typu) – przesyłka bywa często darmowa, wybór bardzo szeroki a ekologiczne produkty kurier przyniesie pod same drzwi. 
 
Na całym świecie powstają internetowe bazy gospodarstw oferujących produkty ekologiczne – warto z nich korzystać. W Polsce również jest coś takiego dostępne m.in. w serwisie Lokalna Żywność. Wystarczy wpisać lokalizację i sprawdzić, jakie gospodarstwo leży najbliżej nas, ewentualnie wybrać w kategoriach produkty, których poszukujemy. Mamy tu również możliwość zlokalizowania certyfikowanych producentów. 
 
Jest to świetny pomysł i miejmy nadzieję, że niedługo powszechną praktyką będzie korzystanie z takich baz lokalnych, ekologicznych producentów żywności.  
 
Cieką inicjatywą są firmy specjalizujące się w dostawach ekologicznej, zdrowej żywności. Jedną z nich jest VEGEBOX, która stworzyła sieć zaufanych producentów – rolników, zajmujących się uprawą metodami naturalnymi warzyw, owoców i ziół. Zamówienia realizowane są w granicach miasta Warszawy, choć Vegeboxy trafiają również czasem do miast podwarszawskich. Klienci składają zamówienie przez Internet, a wybrane produkty są im dostarczane do domu. 
 
„Produkty w VEGEBOX, w których nazwie występuje "EKO" pochodzą wyłącznie od certyfikowanych dostawców, każdy z nich znajduje się na aktualnym certyfikacie danego producenta".  – czytamy na stronie firmy. "Produkty świeże – odbieramy od rolników rano, tego samego dnia, którego dostarczamy je do klientów. Aby zapewnić kontrolę produktu na każdym etapie, my także posiadamy certyfikat w obrocie produktami ekologicznymi. Dzięki systemowi certyfikacji mamy pewność, że rolnik uprawia plony zgodnie z wymogami – między innymi znaczy to, że odbywają się u niego okresowe kontrole. Natomiast pośrednicy dokumentują ilości zakupów i sprzedaży produktów ekologicznych, co zapewnia ścisłą identyfikację źródła ich pochodzenia. Produkty bez dopisku EKO – pochodzą z tych samych gospodarstw ekologicznych, ale z przyczyn formalnych lub niedopatrzenia – nie znalazły się na certyfikacie rolnika / producenta. Dodatkowo asortyment wzbogacony jest o produkty takie jak kasze, mąki, dżemy itp"

Kooperatywy spożywcze

Osoby, którym zależy na zdrowym odżywianiu i obniżeniu kosztów zakupów mogę dołączyć do istniejącej lub założyć własną kooperatywę spożywczą (zrzeszenie grupy osób, które wspólnie dokonują zakupów). W Warszawie działa Warszawska Kooperatywa Spożywcza oraz jej nowy odpowiednik, Mokotowska Kooperatywa Spożywcza. Jak działa kooperatywa spożywcza?

 

pomidor na dłoni

Najlepiej wyjaśniają to twórcy Warszawskiej Kooperatywa Spożywczej, definiując ją jako inicjatywę konsumentów, którzy chcą budować sprawiedliwą, demokratyczną i ekologiczną gospodarkę. Członkowie kooperatywy podkreślają na swojej stronie internetowej – „Chcemy jeść zdrową żywność za sprawiedliwe ceny. Budujemy sieć współpracy producentów i konsumentów, w której celem jest zaspokajanie potrzeb, a nie zysk. Staramy się, aby kupowane przez nas produkty w coraz większym stopniu pochodziły z upraw ekologicznych, spełniały standardy etyczne, omijały pośredników i zachowywały niską cenę. […] W przeciwieństwie do jedzenia z hipermarketu mamy znaczą kontrolę nad jakością i świeżością produktów, które kupujemy. Kooperatywa buduje sieć producentów rolnych, z którymi współpracujemy bezpośrednio, uzyskując wpływ na sposób produkcji i jakość żywności oraz będziemy wstanie utrzymywać stosunkowo niskie ceny. […] Kooperatywa to nie tylko tanie i ekologiczne zakupy – ale także przedsięwzięcie społeczno-polityczne”. 
 
Gdyby ktoś z Was chciał założyć kooperatywę – Warszawskiej Kooperatywa Spożywcza deklaruje swoją pomoc - „Kooperatywę spożywczą może założyć każdy! Wystarczy dosłownie kilka osób – od takiej grupy zaczęła się w styczniu 2010 historia warszawskiej kooperatywy. Potrzebny jest też samochód i miejsce, gdzie kooperatywa będzie się spotykać aby odebrać towar, rozliczyć się i porozmawiać. Czas założyć Kooperatywę w Waszym mieście! Wszystkim chętnym możemy udostępnić Czas założyć Kooperatywę w Waszym mieście! Wszystkim chętnym możemy udostępnić bezpłatnie oprogramowanie, w oparciu o które działa nasz system zamówień (napisz email: adrian.zandberg@gmail.com).” Może warto skorzystać z doświadczenia innych? 

Ekologiczna żywność – szansą na zdrowe życie

Być może dziecko nadal będzie uważało, że jedzenie jest ze sklepu, tylko tym razem internetowego albo targu. Jednak różnica będzie diametralna… Jedzenie śmieciowe, wymienimy na takie, które będzie służyło zachowaniu naszego organizmu w dobrej kondycji, wytworzonemu z poszanowaniem środowiska. Kupując u lokalnych rolników pomagamy nie tylko sobie, ale również naszym dzieciom. Jeśli rolnik dziś będzie miał rynek zbytu, nie zaprzestanie produkcji zdrowej żywności.  Tym samym również przyszłe pokolenia będą miały do niej dostęp w przyszłości.