Złość - emocje

O złości napisano już wiele. Kiedy szeroko opisywane metody wyrażania jej w sposób cenzuralny nie działają, zawsze można zaprosić ją na spacer. I na tym można by zakończyć wykład, ale w głowie wciąż siedzi pytanie: „Co dalej? Przecież nie mogę całego dnia spędzić na spacerowaniu?!”

Na złość można patrzeć z dwóch stron. Ta, z którą spotykamy się na co dzień, może mieć dwa źródła. Jest złość, która dotyczy sytuacji obecnej i złość, która związana jest z przeszłością.

Ta pierwsza w zasadzie jest „miła i sympatyczna”. W naszym życiu dzieje się coś, co uderza w nasze potrzeby, które na ten moment są niezaspokojone i naturalne jest to, że naszą reakcją na daną sytuację będzie złość. Jesteśmy źli, czasem wręcz wściekli i jedyne, co możemy wtedy zrobić, to uświadomić sobie to, co siedzi w sercu, nazwać to i najlepiej powiedzieć o tym głośno. Nie jest to oczywiście absolutnym obowiązkiem, bo są takie sytuacje, jak relacje typu ja-szef, że nie zawsze i nie przy każdym możemy pozwolić sobie na asertywne: „Jestem zła! / Czuję złość!”. Podsumowując jednym zdaniem: Co mam robić, gdy dopadnie mnie złość? Nazwij ją, wyraź i… wybiegaj, jak to by dodał mój tata. Jedni biegają, inni chodzą na spacery – sposób obojętny, byleby służył nam i nie ranił otoczenia. (Przeczytaj: Zaproś swoją złość na spacer…)

Złość z przeszłością 

W przypadku złości sprzed lat sprawa nieco się komplikuje. Niestety bardzo często kłopot zaczyna się w samym punkcie wyjścia, w świadomości (a częściej jej braku) swojej złości, którą kumulowaliśmy i skrzętnie chowaliśmy przez lata. Bez poszukania odpowiedzi na pytanie: „Na co nadal jestem zła? Jakie złości noszę w swoim plecaku?” –  trudno będzie pójść dalej. I zgodnie z tradycją napiszę, że jest to proces, który może trwać lata i jeden będzie na to gotowy w wieku dwudziestu kilku lat, a inny dopiero po siedemdziesiątce. I każdy z tych procesów jest tak samo dobry i ważny. Nic na siłę. To nie jest wyścig z czasem.

 

8razyO

 

Kiedy uda nam się odpowiedzieć na to pytanie, możliwości mamy wiele. W związku z tym, że papier i biała kartka są mi niezmiernie bliskie od lat, bo jest w nich coś prawdziwego i symbolicznego jednocześnie, to szczerze polecam sięgnąć po nie i zacząć pisać krótkie zdania typu: „Jestem zła na to, że gdy miałam 5 lat…”, „Jestem wściekła na to, że 3 lata temu…”. Im dokładniejszy opis sytuacji, tym lepiej. Nie zapomnij też o zdaniu: „Jestem wściekła na siebie za to, że…”. Myślę, że bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, ile nosimy w sobie żali i złości do samych siebie. Możesz taką listę robić za jednym zamachem, a możesz tworzyć ją kilka tygodni. A co dalej? To, co zrobisz z listą, zależy od Ciebie. Możesz ją zniszczyć, spalić, podrzeć albo zostawić pomiędzy stronami w jakiejś książce… raczej nie oprawiałabym tego w ramkę ;-)

Wybaczam…

Kolejnym krokiem, który można zrobić od razu, a można na niego zdecydować się dopiero po latach, jest napisanie pod każdym ze zdań słów: „Wybaczam Ci…, wybaczam sobie…”. Jest w tych zdaniach coś uzdrawiającego. Coś, co wyciąga z plecaka jakieś 100 kg kamieni. Kamieni, które można dźwigać do końca życia, ale po co. O ile lżej idzie się pod górę, kiedy w plecaku jest tylko to, co niezbędne do wędrówki.

Spotkanie twarzą w twarz

Oczywiście pracę taką można wykonać samodzielnie lub w gabinecie psychoterapeuty. Wspomagać się książkami lub wiedzą tych, którzy ze swoją złością przeszli już setki kilometrów i wiedzą, jakim ciężarem bywa. Najważniejsze to spotkać się z nią i porozmawiać, i zadecydować, że dalszą podróż życia odbędziemy już bez niej. Czasem taką rozmowę trzeba będzie odbyć kilkanaście razy w życiu, ale zawsze lepiej się z nią spotkać, spojrzeć głęboko w oczy niż udawać, że jej nigdy nie było.