poczucie krzywdy

Psychoterapia zna pojęcie tzw. umysłowych klisz, których większość utrwala się w naszym umyśle między 1– 6 rokiem życia. Trudno je potem z umysłu usunąć. Patrzymy przez nie na świat nierzadko przez całe życie.

W umyśle dziecka źle traktowanego przez opiekunów, rówieśników, nauczycieli, które doznało wielu krzywd i rozczarowań, utrwala się klisza: KRZYWDA. Człowiek nią obciążony ma w sobie gotowość do interpretowania wszystkiego, co go spotyka, w kategoriach krzywdy i niesprawiedliwości. Często widzi krzywdę nawet tam, gdzie jej nie ma i nadmiernie reaguje na sytuacje, które innym wydają się niewinne.

Poczucie krzywdy jest zawsze subiektywne. Nieprawdą jest, że dziecko, które miało trudne dzieciństwo, uczone od małego, że po ludziach (nawet bliskich) nie można się spodziewać niczego dobrego, lepiej znosić będzie urazy w życiu dorosłym. Z psychiką jest tak, jak z ciałem. Jeśli mamy na nim ranę, bliznę – to uderzenie w chore miejsce jest zawsze bardziej bolesne niż w zdrową tkankę. Cierpimy więc dotkliwiej, jeśli trafiono nas w miejsce niegdyś już zranione.

Poczucie, że jesteśmy mało warci sprawia, że w kontakcie z krzywdzicielami stosujemy taktykę strusia. Chowamy głowę w piasek, przemilczamy urazy, bojąc się konfrontacji z ludźmi, którzy nas krzywdzą. Wydaje nam się, że na skutek naszego protestu stracimy ludzi, którzy nas wprawdzie krzywdzą, ale są z nami – a my ich przecież tak bardzo potrzebujemy i nikt inny z pewnością nie chciałby z nami być.

 

8razyO

 

Taka pozycja w relacjach z krzywdzicielem rodzi zrozumiałą potrzebę znalezienia w kimś oparcia, zrozumienia, współczucia, pomocy. Chętnie wtedy opowiadamy o krzywdzie, która nas spotkała. To naturalne. Gdy pokrzywdzonym jest dziecko, mówienie o tym jest ze wszech miar wskazane. Dorosły winowajca ma nad dzieckiem tak wielką przewagę, że malec musi znaleźć innych, którzy mu przyznają rację, wezmą w obronę i wyjaśnią sprawę.

Jest jednak pewien procent ludzi, którzy użalają się nad sobą nawykowo. Rozpamiętywanie krzywd, które leży w naturze ludzkiej, w ich wypadku staje się sposobem na życie. Opowieści o zaznanych krzywdach są sposobem na prezentowanie siebie i wzbudzanie współczucia. Nic poza tym z tego nie wynika, gdyż tacy ludzie nie podejmują żadnych działań, by zmienić swoją sytuację. Można powiedzieć, że rola wiecznej ofiary im odpowiada i nie chcą jej porzucić.

Gdy Bóg i ludzie już zapomnieli

Umiejętność wybaczania sobie jest tak samo ważna, jak odpuszczanie win innym. Dla niektórych z nas jest ona najtrudniejsza. Przewinienia wobec bliskich – o których oni dawno zapomnieli, a może ich nawet nie zauważyli – spędzają nam sen z powiek. Wyrzuty sumienia nie pozwalają nam normalnie żyć, szczególnie wtedy, gdy zadośćuczynienie jest niemożliwe, bo np. osoba, którą skrzywdziliśmy już nie żyje.

Przy tej okazji opowiadam zawsze historię o rybaku, który miał dwóch synów. Mieszkał nad rzeczką, popijał za dużo i często przysypiał nad wędką. Raz, gdy wrócił do domu dowiedział się, że jeden z synów utonął, gdy on niezbyt trzeźwy zasnął wędkując. Nie słyszał nawet jego wołania o ratunek. Wpadł rybak w depresję, nie wstawał z łóżka, katując się wyrzutami sumienia i myślami o tym, jakim jest fatalnym ojcem. W rocznicę śmierci syna, aby siebie jeszcze bardziej pognębić, poszedł nad rzeczkę. Siedział tam, myśląc o sobie jak najgorzej. Gdy wrócił do domu dowiedział się, że w tym czasie utonął jego drugi syn. Zatopiony w poczuciu winy i złych myślach na swój temat, nie usłyszał także jego wołania o ratunek.

To opowieść o tym, co nam grozi, gdy nurzamy się bez końca w poczuciu winy i czerpiemy satysfakcję ze znęcania się nad sobą. Przyznanie się do błędu, wyrażenie skruchy, wyciągnięcie wniosków na przyszłość i zadośćuczynienie – to najlepsze co możemy zrobić ze swoją winą. Gdy popełniliśmy jeden błąd, starajmy się nie popełnić następnego. Rybak zrobiłby najlepiej, gdyby drugiego syna nauczył pływać, a sam przestał pić. Głupotą jest odpychać od siebie szczęście chwili obecnej z powodu tego, co minęło.