Ojciec z dziećmi

Rozmawiamy z Wojciechem Eichelbergerem, trenerem, psychoterapeutą, autorem książki „Zdradzony przez ojca”, „Krótko mówiąc” oraz „Kobieta bez winy i wstydu”.

Katarzyna Klimek-Michno - Książka „Zdradzony przez ojca” pokazuje konsekwencje nieobecności ojców w życiu ich synów. Nie chodzi jednak wyłącznie o dosłowną, fizyczną nieobecność. Jeden z fragmentów mówi na przykład o tym, że dla niektórych ojców zabawa klockami czy układankami z trzy-, czteroletnimi synami może być postrzegana jako czas stracony…

Wojciech Eichelberger - Bardzo trudno jest docenić czas, który spędzamy z naszym dzieckiem, jeśli sami zostaliśmy zdradzeni przez ojców. Wówczas zdradzamy nasze dzieci, choć nie robimy tego celowo ani świadomie. Wydaje nam się, że skoro nie zasłużyliśmy na czas, uwagę i miłość rodzica, to całe życie musimy udowadniać swoją wartość, starać się odnieść sukces, zdobyć wyjątkową reputację. Z takiego punktu widzenia spędzanie czasu na bawieniu się z dziećmi jest aktywnością pozbawioną sensu i znaczenia. Jednak nie poświęcając czasu i uwagi swemu dziecku, a w zamian angażując się bez reszty w karierę zawodową i zarabianie, już w pierwszych latach życia dziecka sprawiamy,  że może się ono czuć emocjonalnie zdradzone.
 

  • W pierwszych latach życia dziecka kształtuje się poczucie własnej wartości. Pana książki mocno to akcentują…

 

W psychologii zostało to już dawno temu udowodnione i opisane. Pierwsze lata życia determinują nasz sposób patrzenia na siebie i na świat a także określają nasze zachowania społeczne. Umysł dziecka bardzo szybko asymiluje pierwsze doświadczenia a potem, przez ich pryzmat, definiuje, porządkuje i interpretuje kolejne doświadczenia. Z czasem powstaje z tego system przekonań o rzeczywistości i  repertuar zachowań, które pozwalają sobie z tą rzeczywistością tak radzić aby fizycznie i emocjonalnie przeżyć a także rozwijać się i dojrzewać. 
 

  • Gdy zostajemy rodzicami, to często mówimy, że nie chcemy powtarzać błędów naszych rodziców. Ale później okazuje się, że postępujemy dokładnie tak samo, sięgamy po takie same metody, powielamy negatywne zachowania. Da się wybrnąć z tego błędnego koła?

 

Niestety często jest tak, że ci, którzy mieli trudne doświadczenia w dzieciństwie wolą uznać, to w żaden sposób na nich nie wpłynęło, nie ograniczyło pola wyboru strategii życiowej. Dopiero cierpienie ich własne i /lub cierpienie ich dzieci może ich skłonić do szukania pomocy. Wtedy można się od tej niefortunnej spuścizny psychologicznej uwolnić. Najlepiej przy pomocy psychoterapii, Jeśli chcemy postępować inaczej niż nasi rodzice, to trzeba nam zmierzyć się z negatywnym, raniącym wątkiem naszego dzieciństwa, zrozumieć je i zobaczyć nieadekwatność wypracowanej na ich podstawie strategii w kontekście dorosłego już życia. Jeśli doznaliśmy jakiegoś bólu, np. bezradności i żalu wobec nadmiernie wysokich wymagań wiecznie nie zadowolonych rodziców, lęku czy upokorzenia – to musimy do tych emocji wrócić, wyrazić je w pełni i w ten sposób, niejako je zresetować.

Dopiero, gdy przypomnimy sobie siebie z dzieciństwa, będziemy w stanie zrozumieć własne dzieci i ich potrzeby. To pozwoli nam między innymi uniknąć najczęstszego błędu jakim jest powielanie przez zanegowanie. Np. nasi rodzice zranili nasze poczucie wartości zaniedbywaniem nas, brakiem czasu i brakiem troski, więc obiecujemy sobie, że nie zrobimy tego naszym dzieciom. Ale niestety nie potrafimy znaleźć umiaru i zalewamy nasze dziecko tak szczelną  troską i kontrolą, że nabiera przekonania, że coś jest z nim nie tak i że  nie podoła samodzielnemu życiu. 
 

  • Współcześni młodzi ojcowie wydają się być bardziej zaangażowani w opiekę i wychowywanie dzieci niż ich ojcowie. Skąd jednak mają czerpać wzorce?

 

To jest realny kłopot. Nie ma takich wzorców. Szczególnie tych przydatnych w pierwszym, przed-przedszkolnym okresem życia dziecka. Należy więc korzystać z tego, co dostępne by poszerzać wiedzę i umiejętności  rodzicielskie. z braku innych wzorców pokolenie świadomych ojców próbuje naśladować matki. Nawet termin „urlop tacierzyński” jest parafrazą słowa „macierzyński”. Oczywiście warto i trzeba uczyć się od kobiet opieki nad małymi dziećmi, ale jednocześnie zdawać sobie sprawę z zagrożeń. Zagrożenie polega na takim zapatrzeniu się  we wzorce macierzyńskie, że z punktu widzenia dziecka stajemy się identyczni z matką. A dziecko potrzebuje zarówno matki, jak i ojca, którzy się różnią i dzięki temu uzupełniają tworząc nową jakość i oferując swoim dzieciom dwa punkty widzenia na świat.

Dziękuję za rozmowę
Katarzyna Klimek-Michno

 

Więcej o książkach wymienionych w artykule: 
Daj sobie spokój! – bestsellery Wojciecha Eichelbergera w nowej serii