Konsumpcjonizm

Która z nas nie chce być piękna, młoda, atrakcyjna? Niestety czas nieubłaganie leci i coraz więcej śladów pozostawia na naszej twarzy i ciele.  Jak temu zaradzić? Nasuwa mi się tylko jedno rozwiązanie – zakupić „tonę” kosmetyków i smarować wszystko, co się da…  Najlepiej jeszcze 3 razy dziennie – tak na wszelki wypadek…

Policzmy – ile mam rodzajów kosmetyków do skóry? Zmywacz, tonik, mleczko, zamykacz porów, specjalne serum na dzień i na noc, mgiełka nawilżająca, krem na noc, baza pod podkład, krem na dzień i krem pod oczy? Ile mam kosmetyków kolorowych? Kilka rodzajów fluidów, korektorów, ołówków, cieni, tuszy, różów? To dlatego, że skuszona kolejną reklamą z piękną modelką (nieważne, że młodszą ode mnie o 20 lat) kupuję nowe kosmetyki zanim skończę te,  które już mam w domu. Uważam, że co sezon muszę malować się inaczej i dokupuję kolejne cienie i tusze. Bo przecież trzeba wyglądać modnie, na czasie, iść z nurtem i takie tam… Zresztą w każdej gazecie dla dbających o siebie kobiet, dobitnie to podkreślają.

Jak być piękną i młodą? Ideologia urody

slogany reklamoweWszystkie pisma kobiece bombardują mnie artykułami i reklamami mówiącymi, że wyglądam źle ale mam szanse to zmienić. Jestem przekonana, że muszę być piękna, a skoro nie jestem, to przynajmniej chce czuć,  że robię wszystko, by taką być.

Jeżeli tylko kupię produkt X lub Y! Jeśli nie będą za dużo się uśmiechać, robić min, podpierać ręką twarzy!  Jeżeli tylko postaram się bardziej, to osiągnę ideał. Wszystko zależy ode mnie i jest w zasięgu ręki  – muszę ją tylko włożyć do odpowiedniego słoiczka w konkurencyjnej cenie. Wtedy posiądę tajemnicę  – "Jak być piekną i młodą".

Zastanawia mnie czasem, dlaczego ten ideał ciągle mi umyka? Na szczęście odpowiedź zawsze znajduję w kolejnym pisemku, gdzie jasno dowodzą, że jest jeszcze lepszy krem,  że dziś modny jest inny kolor, inny fason i że muszę, znowu muszę to mieć.

Praca naukowców trwa nieustannie, więc to co nowsze, na pewno będzie lepsze, skuteczniejsze… To nic, że wydaje mi się, że skład podobny do poprzedniego… Może w kształcie słoiczka ukryta jest ta „moc”…. Wszystko jedno – spróbować warto. Może ta zmarszczka nad okiem zniknie…

Niska samoocena

slogany reklamowe

Czasami się wstydzę, że tak mało istotne sprawy jak wygląd, ciuchy, makijaż stały się dla mnie tak ważne.

Ale jak mogę to zmienić? Przecież cały czas czuję się oceniana i sama oceniam. Skanuję każdą napotkaną kobietę i porównuję ją do siebie. Odrzucam te zbyt atrakcyjne, odrzucam te nieatrakcyjne. Komentuję wygląd celebrytek na serwisach plotkarskich. Bez końca omawiam kwestie cellulitu jakiejś aktorki.

Co z tego, że sama mam cellulit? Mój w cudowny sposób zniknie, gdy tylko będę regularnie używać kremu X. Zostałam omamiona obietnicą, że krem zmieni to, co w moim ciele jest naturalne i normalne."Nie ma takiego kremu, takiej substancji, która położona na skórę spowoduje zniknięcie śladów starzenia się, czy głębokich zmarszczek" – powiedziała Anita Roddick, twórczyni sieci sklepów z kosmetykami Body Shop. Czy nie wiem o tym? Ależ oczywiście, że wiem! I wielokrotnie to sprawdziłam na sobie. Żaden krem nie usunął ani nie spłycił mi zmarszczek, żaden nie zlikwidował cellulitu. Mimo wszystko jednak wolę żyć w ułudzie, karmiąc się zapewnieniami i sloganami z reklam kolejnych super nowoczesnych mazideł.

To bombardowanie reklamami ze zdjęciami nastoletnich modelek, poprawianych w Photoshopie sprawia, że moja samoocena jest dramatycznie niska. Oddałam siebie do oceny i spięta kontroluję bez przerwy jak wyglądam. Wartość mnie jako kobiety, została sprowadzona do oceny mojej zewnętrzności. Dlaczego się na to godzę?

Podwójne standardy

Mój mąż jest trochę ode mnie starszy, ale nie wpadłam na to, by zarzucać mu otyłość czy zmarszczki. Społeczne przyzwolenie i mój system przekonań akceptują bez zastrzeżeń, że zmarszczki u mężczyzn są oznaką dojrzałej urody, uroku, silnego charakteru i męskości.

 

 

Co innego mój cellulit, moje zmarszczki…  Bez problemu przyjmuję ten podwójny standard urodowy, choć sama nie wiem, dlaczego nie rośnie we mnie bunt.

Kolorowa prasa

W moim ulubionym magazynie, który podobno ma być dla mądrzejszych kobiet (dlatego go czytam) – publikują wywiad  z producentką lakierów do paznokci, która "plecie trzy po trzy" o tym, że kobieta nie może żyć bez perfekcyjnego manicure… Obok na stronie – lakiery, które koniecznie muszę mieć… Nowe, modne kolory. Skoro modne, skoro nowe – nie wypada nie mieć. Może akurat ten odcień lakieru w jakiś cudowny sposób sprawi, że moje dłonie będą prezentowały się lepiej? Już lecę do sklepu po lakier, a wieczorem przetestuję… –  może akurat to „to”.