Wiklina z papieru

Strona po stronie, artykuł po artykule… i do kosza. Tak zwykle kończą swój żywot czytane przez nas gazety i ulotki. Czy tak musi być? Są ludzie, którzy udowadniają, że nie. Wiklina z makulatury cieszy się coraz większym uznaniem.

„Ludzie wspaniałomyślnie przynoszą mi pod drzwi mieszkania makulaturę. Ja kręcę, kręcę, kręcę, a następnie plotę, plotę, plotę. I kręci mnie bardzo to „recyklingowanie” i polecam tę czynność innym” - pisze na swojej stronie internetowej Magdalena Godawa.
 
W jej dłoniach gazeta zmienia swoje oblicze – już nie liczy się treść, ale forma! Tu Pani Magdalenie inwencji i fantazji nie brakuje. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki makulatura zamienia się w koszyki, torebki, biżuterię czy przepiękne abażury, meble. Przedmioty te są nie tylko piękne, ale i funkcjonalne. 
 
Wiklina z papieru
 
Przyglądając się im trudno uwierzyć, z czego zostały wykonane… i że to w ogóle możliwe. Pufa z papieru? Pojemnik na gazety z… gazety? Czemu nie. To, co miało trafić do śmieci zyskuje nowe życie. 
 
Tym, co fascynuje mnie szczególnie jest papier makulaturowy. A najbardziej pochodzący z najkrócej "żyjących’" ulotek i magazynów telewizyjnych, oraz codziennej prasy. Okazuje się być doskonałym materiałem do wyplatania przedmiotów codziennego użytku, takich jak kosze, torebki i biżuteria”.
 

Wiklina z papieru
Prace Pani Magdaleny to recyklingowe obiekty użytkowe. Wyplecione z gazet są połączeniem tradycyjnego rzemiosła – plecionkarstwa, recyklingu makulatury i potrzeb użytkowych.

Wiklina z papieru – czy to jest trwałe?

„Wykorzystywane przeze mnie papier makulaturowy pochodzi z ulotek, gazet codziennych, tanich magazynów kolorowych i programów telewizyjnych – podkreśla Artystka. – Wyplecione produkty pokrywam lakierem akrylowym, czasem farbą. Przedmioty pokryte są dwu – trzykrotną warstwą lakieru, co daje im odpowiednie usztywnienie oraz odporność na deszcz i śnieg (w przypadku torebek i biżuterii). Przy większych konstrukcjach, takich jak pufy, kufry itp. plecionka opiera się na drewnianych stelażach”.
 
Wiklina z papieru
 
Pracy jest sporo, wymaga to cierpliwości i co tu dużo mówić – wyjątkowej staranności. Efekt jednak zachwyca.

Gdzie te moje gazety?

Nie wiem jak Wy, ale Ja patrząc na te wiklinowe cuda, aż nabrałam ochoty na wyplatanie. Teraz tylko muszę poczekać, aż uzbiera mi się stos gazet, a skrzynkę pocztową zasypią ulotki… i będzie można poeksperymentować. Być może uda mi się zrobić choć kilka słomek ;) i połączyć je w skromną „kratkę”. Was również zachęcam do spojrzenia na makulaturę… artystycznym okiem! 
 
 
PS Prezentowane zdjęcia pochodzą z zasobów Pani Magdaleny – makkirequ.pl Dziękuję za udostępnienie.