Colossos

Opowiedziałam Wam już o tym, jak spaść z wieży i przeżyć… Teraz, gdy już emocje opadły – zabiorę was na kolejną przygodę.  Colossos, najwyższy drewniany roller coaster w Europie czeka na śmiałków!

Po tym, jak udało mi się chwiejnym krokiem odejść od wieży zwanej „Scream", ruszyliśmy na poszukiwanie kolejnych przygód. Zawsze marzyłam o pasjonującym „z górki na pazurki”, więc zaczęliśmy się rozglądać za odpowiednim wyzwaniem. Czasu było niewiele, więc doszliśmy do wniosku, że nie ma co się rozdrabniać na spokojniejsze zjazdy – ruszamy do Colossos-a. Trudno go było nie zauważyć na mapce Heide Parku w Niemczech (otrzymaliśmy ją przy wejściu) – jego wizualizacja zajmuje bowiem znaczną jej część. 

Za późno, żeby wysiąść

Muszę się Wam przyznać, że nigdy nie widziałam czegoś takiego – nawet trudno mi sobie wyobrazić, jak ta ogromna drewniana konstrukcja jest utrzymywana w miejscu i jeszcze pozwala na zjazdy z taką prędkością. Być może dobrze, że tych pytań nie zadawałam sobie czekając w kolejce do wagonika…- wtedy bym pewnie stchórzyła i tej opowieści by nie było.
 
W najwyższych punktach Colossos ma wysokość 60 m, przejazd trwa ok. 143 sekundy (czas się dłuuuży;), a spragnieni wrażeń podróżnicy pędzą z prędkością nawet do 110 km na godzinę. Jest zarazem przepiękny i straszny.
 
 
Colossos, Heide Park Niemcy
 
Wagonik ma 2 rzędy fotelików – obok mnie zasiadł Andrzej, co było pocieszające zważywszy na jego opanowanie… i moją niepewność, czy ja aby na pewno wiem, co robię…
 
Sprawdzenie pasów i ruszamy… spokojnie i powoli… Tu mnie odwaga zaczęła opuszczać i nawet pełne entuzjazmu zachęty Andrzeja – „Spójrz w bok” nie brzmiały zbyt przekonywaująco. Uznałam, że zachowam się, jak przysłowiowy „koń dorożkarski” i będę patrzeć przed siebie… Okazało się, że to jednak nie był dobry pomysł. Spokój był złudny… i spaaaaaadamy pionowo w dół…, i do góry…, i w dół…, i w bok… Szybko, bardzo szybko… Momentami miałam wrażenie, że wyrzuci mnie z fotelika i zamiast w dół polecę do góry. 

Życie jest piękne

Uff… I jesteśmy na dole… Dobrze, że nie przyszło mi do głowy zająć miejsca na samym początku wagonika… Przeżyłam;) Co za szczęście… i kolejna retrospekcja za mną… Muszę też wspomnieć, że mój album wzbogacił się o „straszne” zdjęcie zrobione na trasie przejazdu (można je zakupić w specjalnym sklepiku). Zjazd był tak pełen wrażeń, że koleżance włosy stanęły dęba – uwiecznione;) Pamiątka niebywała. 
 
Chcecie choć przez chwilę poczuć namiastkę tego, co ja? Usiądźcie wygodnie i obejrzyjcie filmik… Colossos czeka na odważnych:D 
 

Przeczytaj również: Bez stresu? – czyli jak przeżyć upadek z wieży