Superfoods

Superfoods, czyli produkty o wyjątkowych właściwościach zdrowotnych, nie są wynalazkiem naszych czasów. Żeń-szeń, zielona herbata czy czerwona fasola adzuki to starodawne wynalazki kuchni azjatyckiej, która przywiązywała szczególną wagę do wartości odżywczych jedzenia. W wielu azjatyckich krajach wierzono wręcz, że zły kucharz cesarza może doprowadzić do ruiny państwa.

Informacje o tym, jak za pomocą jedzenia wydłużyć życie, można dziś znaleźć w niezliczonej liczbie poradników i stron internetowych. Na topie są też superfoods, czyli produkty, które mają niezwykłe właściwości zdrowotne i odżywcze. Któż nie chciałby być piękny, młody i zdrowy? Świetnie wyczuwają to badacze trendów, wprowadzając na rynek kolejne produkty: jagody goji, nasiona chia, jarmuż, borówki.

"Bardzo często ulegamy magii superproduktów, ale największy problem polega na tym, że trudno znaleźć informacje, ile musielibyśmy ich zjeść, by były skuteczne. Żeby dały dokładnie taki efekt, jak byśmy chcieli, to bardzo często trzeba byłoby je jeść w ogromnych ilościach" – mówiła podczas jednego z wykładów warszawskiego festiwalu "Przemiany" badaczka kultury żywieniowej dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek.

Długa historia superfoods

Superfoods nie są wynalazkiem naszych czasów. Istniały od zawsze, bo ludzie od wieków szukali sposobów na długie życie. Jedna z pierwszych legend dotyczących specyfiku, który dawałby nieśmiertelność, to epos o mitycznym bohaterze Gilgameszu, pochodzący z 3 tysiąclecia p.n.e. Główny bohater szukał receptury na produkt, który dałby ludziom nieśmiertelność. Po wielu staraniach okazało się, że jest nim bylina rosnąca na dnie morza. Przyrządzony z niej napar miał gwarantować życie wiecznie. Gilgameszowi wprawdzie udało się wyciągnąć ją z dna, ale w ferworze walki z ogromnym wężem roślina przepadła. Ta historia miała dawać ludziom do zrozumienia, że nieśmiertelność nie jest człowiekowi pisana.

A jednak w każdej kulturze niestrudzenie poszukiwano magicznego środka zapewniającego długowieczność. W tradycji indyjskiej miała być nim np. soma – która to nazwa obejmowała zarówno roślinę, jak i powstający z niej napój. "Przede wszystkim miała dawać ogromną siłę i energię, wydłużać życie i zapewniać nieśmiertelność. Najpierw trzeba było ją zerwać i ugniatać między dwoma kamieniami. Sok, który powstawał w ten sposób, łączono później z mlekiem i masłem, a potem wypijano. Z czasem jednak z tej praktyki zrezygnowano, bo soma miała właściwości psychoaktywne, a w religii hinduistycznej z czasem zabroniono wszelkiej toksykacji" – wyjaśniała podczas swojego wystąpienia dr Tomaszewska-Bolałek.

Poza somą w kulturze indyjskiej pojawił się też inny magiczny napój – amryta. Wiadomo, że wydobywano ją z dna morza, więc mogły to być np. wodorosty albo jeżowce. Aby wydobyć amrytę, trzeba się było jednak wykazać nieziemską siłą.

"W krajach azjatyckich uważano, że jedzenie ma tak wielką siłę odziaływania, że jeśli jest nieodpowiednie, to wręcz może nas zabić. Stąd też wielka rola kucharzy na dworach azjatyckich. W Chinach kucharz był osobą niemal na równi z cesarzem. Ponieważ odpowiadał za odżywianie cesarza, to jeśli żywił go w zły sposób, cesarz tracił siły. W wielu krajach wierzono, że zły kucharz może doprowadzić do ruiny państwa" – opisywała badaczka.

Poszukiwanie specyfiku na nieśmiertelność i długowieczność było jednym z najważniejszych zadań chińskich alchemików. Produktów, które miały dawać długie życie, w Chinach było i wciąż jest bardzo dużo. Jednym z nich jest zielona herbata. Zwyczaj jej picia miał wprowadzić jeden z mitycznych cesarzy chińskich. Według legendy władca medytował kiedyś w altanie, a przed nim stała filiżanka pełna gorącej wody. Kiedy zawiał wiatr, do filiżanki wpadł liść. Gdy władca wypił napar, który powstał na bazie tego liścia – okazało się, że ma on cudowne właściwości: odmładza, pomaga zachować koncentrację, daje siłę, energię.

Jak mówiła dr Tomaszewska-Bolałek, od tego czasu w Chinach zaczęto pić napar z zielonej herbaty, a zwyczaj ten rozprzestrzenił się na inne kraje azjatyckie. Dawniej podawano ją najczęściej po tłustych posiłkach, bo ułatwiała trawienie. Wykorzystywano ją też do przemywania ran. Dzisiaj przypisuje się jej m.in. właściwości antynowotworowe.

"Innym cudownym specyfikiem z Państwa Środka jest żeń-szeń, popularny też w Korei i Japonii. Choć nikt dotąd nie zaprzeczył, że działa, to nikt też do końca nie potwierdził jego działania. W Chinach i innych krajach azjatyckich przekonanie o mocy żeń-szenia jest jednak ogromne, dlatego Azjaci są w stanie płacić ogromne sumy za sproszkowany korzeń, który ma wydłużyć życie" – wyjaśniała prelegentka.

Dawniej w Chinach wierzono też, że wszystkie produkty zawierające element czerwony mają właściwości odmładzające. Wynika to z ogólnego przekonania Chińczyków o tym, że czerwień to kolor życia, krwi i energii. Wobec tego wszystko, co czerwone, miało przynosić szczęście i pomyślność, a odpędzać to, co złe. "Szczególne znaczenie ma też fasola adzuki, której skórka jest czerwona. Z reguły podaje się ją na wszystkie szczęśliwe okoliczności oraz kobietom w ciąży, aby zapewnić im szczęście" – mówiła dr Tomaszewska-Bolałek.

Z kolei w Japonii szczęście mają zapewnić np. białe ciasteczka przygotowywane z kleistej odmiany ryżu – mochi. Nad ich przygotowaniem muszą czuwać aż dwie osoby. Przygotowuje się je przez około godzinę w ogromnych kadziach, do których wrzuca się ciepły, ugotowany ryż. Następnie jedna osoba za pomocą drewnianego młota wybija masę, a druga ją przekłada. Z tak przygotowanego ciasta formuje się ciasteczka. "Ponieważ ryż w Japonii uważany jest za dar od bogów, to wszystko co z niego wykonane – jest święte. Choć dziś znamy głównie biały ryż, to w dawnych czasach był on czymś luksusowym. Mogli sobie na niego pozwolić tylko bogacze. Mochi to jedna z najlepszych form prezentu, dobrego na każdą okazję" – opisała badaczka.

W wielu krajach azjatyckich z długowiecznością kojarzone są też … makarony. Jada się je z okazji urodzin czy nowego roku. Wytłumaczenie tego zwyczaju jest banalnie poste: im dłuższy makaron, tym dłuższe i szczęśliwsze ma być nasze życie.

 

Źródło: Ewelina Krajczyńska, www.naukawpolsce.pap.pl 09.2016