Narty z dzieckiem

Zima to wspaniały czas dla dzieci. Jeśli zima jest biała – maluchom niczego więcej do szczęścia nie trzeba! Śnieg, który spadnie można wykorzystać nie tylko do lepienia bałwana, rzucania śnieżkami w kolegów (lub tatę), ale również do jazdy na nartach. 

Śnieg jest niezbędny do uprawiania białego szaleństwa jakim jest narciarstwo, a ferie zimowe to idealna okazja, aby porzucić szare miasta i przenieść się w krainę, gdzie "powietrze ma inny smak"… w góry! Można zabrać ze sobą sanki.

Nie za wcześnie!
Można zabrać też narty. Jeżeli rodzice są narciarzami, to na pewno zależy im na tym, aby pociecha jak najszybciej zaczęła jeździć z nimi. I tu należy uważać. Nie zmuszajmy dziecka do nauki zbyt wcześnie. To są małe nóżki, słabe jeszcze. Spróbujmy zachęcić dziecko, ale nie zmuszajmy do niczego. Jak się taki maluch zniechęci i ogłosi bunt, to cały wyjazd będzie porażką. Wrócicie do domu niezadowoleni, a maluch z poczuciem, że was zawiódł. Więcej pewnie nie zechce założyć butów narciarskich.

Nie bądźmy nauczycielami
Jak więc to zrobić, żeby dziecko pokochało ten sport i było dobrym kompanem na stoku? Przede wszystkim nie bądźcie nauczycielami dla swoich dzieci. To nie jest dobry pomysł. Od tego są instruktorzy. Spełniają kilka podstawowych warunków: znają możliwości dzieci, ich psychikę; są odpowiednio przygotowani do tego, aby bezpiecznie poprowadzić dziecko na stoku; wiedzą w jaki sposób dziecko myśli, czuje, działa, co jest dla niego czynnikiem motywującym. Dlatego wiedzą, jak wprowadzić je w świat sportów zimowych, żeby miało z nich przyjemność i chciało się uczyć.

Dobry instruktor
Nawet najlepiej jeżdżący rodzic popełnia błędy i dziecko uczy się tych błędów (bardzo trudno je później wykorzenić). Przyznajmy się też do jednego – nie zawsze starcza nam cierpliwości, żeby być dobrym nauczycielem. Warto znaleźć dobrą szkółkę lub instruktora.

W każdym ośrodku narciarskim są takie możliwości. I to jest bardzo wygodne również dla rodziców – mogą z czystym sumieniem poszaleć na stoku, a po kilku godzinach zabrać dziecko i potrenować wspólnie to, czego w tym czasie nauczyło się w szkółce.

Nie od razu Kraków zbudowano
Rodzice będą zrelaksowani, a maluch dumny, że może się czymś pochwalić. Nie oczekujmy cudów. To nie od razu będzie Alberto Tomba. Trzeba klaskać i zachwycać się, że pociecha przejechała dwa metry na oślej łączce i się nie przewróciła. A jak się przewróci, to dobrze by było, żeby upadek też był fachowy…

Kiedy zacząć?
To zależy od dziecka. Niektóre świetnie sobie radzą już w wieku 3 lat. Inne potrzebują więcej czasu. Dajcie im ten czas. Za rok maluch może was zaskoczyć.

Nieznany świat
Dla większości maluchów jazda na nartach jest bardzo szczególnym przeżyciem (przecież niewiele z nich wychowuje się w górach). Poznają nowy, nieznany świat, który dla jeżdżących na nartach rodziców jest zupełnie zrozumiały. Każda osoba dorosła rozpoczynająca naukę wie, czego ma się nauczyć. Interesuje ją wyłącznie wynik. Natomiast dzieciom sprawia przyjemność samo uczenie się i w pierwszych dniach nauki jest im całkowicie obojętne, co będą umiały po tygodniu, czy dwóch. Ta radość z uczenia się często powoduje, że same wpadają na pomysł, aby zastosować pewne techniki jazdy w zbyt trudnych dla siebie warunkach i nie przeszkadza im duża ilość niepowodzeń. Po kilkunastu porażkach kolejna próba nagle wypada znakomicie. Niepowodzenie nie może być odbierane jako porażka, tylko musi być obrócone w żart. 99 % dzieci (dorosłych też) reaguje na pozytywną motywację, czyli w każdym niepowodzeniu trzeba znaleźć coś dobrego. Dlatego ważne jest podkreślanie pozytywów i chwalenie.
 


 
↑ Skąd brać cierpliwość do dzieci? Sprawdź!  ↑

 

Kultura jazdy na stoku
Dziecko poznaje świat w możliwie najbardziej różnorodny sposób. Nie chce poznawać tysięcy technik, lecz tysiąc razy wypróbować jedną. Natomiast celem instruktora jest w różnorodny, zgodny z charakterem dziecka sposób, przyzwyczajenie go do samodzielnej i odpowiedzialnej jazdy na nartach. Musimy pamiętać, że na stoku obowiązują pewne zasady, od których zależy bezpieczeństwo wszystkich jeżdżących. Tak, jak w ruchu drogowym – tutaj też trzeba uważać na prędkość, pierwszeństwo i wyprzedzanie. Dziecko poznając te zasady będzie bezpiecznie poruszało się na stoku i szanowało innych narciarzy. Kultura jazdy na stoku jest bardzo ważna!

Grzechy główne
Większość użytkowników stoków jest po prostu słabo wyedukowana i nie słyszała nawet o dekalogu narciarza (snowboardzisty), a grzechy główne to: niedopasowanie prędkości do umiejętności i terenu, zatrzymywanie się w nieodpowiednich miejscach i nie respektowanie praw tych słabszych „poniżej” siebie.

Odpowiednie wyposażenie
Tyle o samej nauce. Co poza tym? Przede wszystkim odpowiednie wyposażenie. I nie chodzi tu o sprzęt, którym dziecko będzie mogło pochwalić się na stoku. Dzieci nie zwracają na to uwagi… Najważniejszy jest kask. Nie tylko dlatego, że dziecko jeżdżąc może się przewrócić i uderzyć głową w twardą skorupę śniegu. Kask jest ochroną w sytuacji, kiedy inny narciarz, rozpędzony lub niekontrolujący własnej jazdy staranuje nam dziecko. To wcale nie takie rzadkie przypadki! Dorośli, jak i szalejąca młodzież, często nie zdają sobie sprawy jakim są zagrożeniem dla małego dziecka, kiedy masą swoich np. 70-80 kg, jadąc z prędkością 30-60 km/h wpadną na malca ważącego 15-25 kg! 

W każdym sklepie specjalizującym się w handlu sprzętem narciarskim sprzedawca umiejętnie dobierze odpowiedni kask, buty i narty. Mając już buty narciarskie dobrze by było, gdyby dziecko pochodziło sobie w nich po domu przez parę dni. Przyzwyczai się do tego nietypowego i twardego obuwia. 

Czasem warto pożyczyć
Zanim zaczniemy inwestować w sprzęt, nie wiedząc czy nasze szczęście kochane zapała uczuciem do narciarstwa, popytajmy wśród znajomych, czy można od nich pożyczyć buty i narty. Może się okazać, że jazda na nartach nie jest tym, co "tygrysy lubią najbardziej"…

Kombinezon i rękawiczki
Z własnego doświadczenia wiem, że tych najmłodszych narciarzy warto ubrać w kombinezon. Unikniemy śniegu pod koszulką i w rajstopkach. Dzieciom 5, 6-letnim i starszym lepiej wybrać kurtkę i spodnie na szelkach. Dlaczego? Są wygodniejsze w tak prozaicznej sytuacji jak wizyta w toalecie… kombinezon rękawami wytrze całą podłogę…

Co dalej? Rękawiczki. Nie mogą być za ciasne. Pamiętajmy, że ręce ogrzewa tzw. poduszka powietrzna, a nie ciasno dopasowany materiał. I najlepiej mieć w zapasie więcej par. Maluchy więcej grzebią w śniegu niż jeżdżą – szybko się męczą i relaks w śnieżnej zaspie dobrze im robi. Po takiej zabawie rękawiczki są przemoczone niezależnie od ich marki i ceny!

Plecak z zapasowym wyposażeniem
Plecak z zapasowymi rękawicami (w skrajnych wypadkach z bielizną na zmianę), termosem, kolorowanką i kredkami jest niezastąpiony! Kiedy trzeba się ogrzać i chwilę odpocząć warto mieć czym zająć malucha w schronisku. Poza tym z reguły w trakcie tygodniowego wyjazdu 3-4 dnia dzieci przechodzą mały "kryzys". Nie należy wtedy ich zmuszać do jazdy. Jeden dzień luzu pozwoli maluchowi na podładowanie akumulatora i następnego dnia bez oporów pozwoli sobie przypiąć narty.

To wspaniała przygoda!
Taki wspólny wyjazd na narty może być niesamowitą przygodą dla całej rodziny. Widok maluchów w kolorowych kombinezonach i wielkich kaskach jest wyjątkowy i przekomiczny! Szczególnie, gdy mija nas na stoku i oczom ukazuje się cała szkółka małych narciarzy mknących zygzakiem za instruktorem. Wielu dorosłych staje z otwartą buzią: "tacy mali, a tak jadą!"

 

Autor: Natalia Zygarłowska
Konsultacja: Paweł Piątkowski – instruktor narciarstwa AWF

Źródło: miastodzieci.pl