Szkoła demokratyczna

Błogie lenistwo i analfabetyzm. „Szalej dusza, piekła nie ma” – taki obraz staje przed oczyma wielu osobom, gdy dowiadują się, że szkoła demokratyczna to oddanie dziecku odpowiedzialności za własną edukację i rozwój – za kształt jego przyszłości, bez presji, sterowania i zdań typu – „Ja wiem lepiej, co dobre dla Ciebie”.

Bo jak to tak – dziecko może sobie wybierać, czego i jak chce się uczyć wedle własnego widzimisię? Bez obowiązkowych lekcji? Przecież bez tradycyjnego wykształcenia nie da sobie rady w życiu! Trzeba kuć, ryć i ślęczeć, bo bez tego ani rusz… Chce czy nie – nieważne… Przecież papier trzeba mieć! No właśnie… i "tu leży pies pogrzebany"… Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności celem nauki przestało być zdobywanie umiejętności, kształtowanie postaw, uczenie się rzeczy, które się przydadzą w codziennym życiu – dziś większość ludzi nastawia się na papier… jakby to posiadanie teczki pełnej dyplomów miało być gwarantem szczęśliwego życia i sukcesu zawodowego. Trudno mi zliczyć ile razy słyszałam już zdanie –  „Wcale mnie to nie interesuje…, ale papier się przyda”, „Wszystko jedno, jakie studia – byle zdobyć papier". 
 
Pozwolę sobie tu zacytować fragment artykułu, który uważam za wart przytoczenia… i przemyślenia oczywiście… Czasy się zmieniają i musimy zrobić wszystko, by nie musieć później płakać nad wylanym mlekiem…
 
Wielka smuta – tak można metaforycznie określić to, co się dzieje wśród młodych ludzi i ich rodzin. Jedna trzecia Polaków do 25. roku życia jest bez pracy. Większość z tych młodych – bez pracy i perspektyw – ma w kieszeni (albo wkrótce będzie mieć) dyplom wyższej uczelni. Jak jeszcze niedawno sądzili – przepustkę do lepszego świata, bilet na samolot kariery, kartę bankomatową bez limitu. Ale coś trzasnęło, coś huknęło, coś się popsuło.
 
Ciągnący się od 2008 r. kryzys wepchnął marzenia, ambicje i plany milionów osób na całym świecie do gospodarczych grobów. I zasypał. We wszystkich krajach to załamanie dotknęło młodzież, jednak i na tym niewesołym tle tej naszej dzieciarni szczególnie się dostało. Przecież dopiero zaczęli żyć, dopiero poczynili śmiałe plany, zainwestowali w przyszłość. Choćby płacąc za naukę na prywatnej wyższej uczelni. Jeszcze niedawno wszyscy chwalili ich, że tacy żądni wiedzy, ambitni, a dziś zbierają cięgi. Że nie umieli myśleć perspektywicznie. Trzeba się było fachu uczyć, a nie wierzyć w mrzonki – pouczają ich mądre głowy” [1].

Szkoła demokratyczna – dziwactwo szalonych rodziców?

Dla wielu osób idea szkoły demokratycznej czy też innych form nauczania (unschooling, edukacja domowa)  jest dziwactwem, narażaniem dzieci na to, że nie będą w stanie poradzić sobie w dorosłym życiu, wymysłem znudzonych rodziców… Patrząc logicznie jednak – co jest większym ryzykiem:
 
A) Zmuszanie dziecka przez wiele lat do nauki, całkowicie niepraktycznych i bezużytecznych rzeczy, które ono zaraz zapomni (nauka bez chęci i zapału, tak się zwykle kończy), namawianie go na studia, które go nie interesują – po to, by zdobyło papier? Spójrzcie wokół siebie, jakie są efekty takiego „rozsądnego” postępowania – tysiące ludzi, którzy wybrali studia, po 5 latach mordęgi, z dyplomem w kieszeni nie potrafią praktycznie nic (nie licząc oczywiście pasjonatów, którzy na własną rękę walczyli o nowe umiejętności). Czy to nie jest straszne, że młody człowiek kończy np. liceum czy nawet studia wyższe i nie bardzo wie, jak napisać poprawne CV, bo nigdy tego nie ćwiczył, nie bardzo wie, jak się odnaleźć na rynku pracy, czuje się zagubiony, bo szkoła nadawała jakieś ramy jego życiu, a teraz został sam w próżni. Nie jest tak naprawdę specjalistą w żadnej dziedzinie. Musi dopiero znaleźć pracę, by się czegoś nauczyć w praktyce. Pomyślcie, jaki procent wiedzy zdobytej w szkole/na studiach przydał Wam się w późniejszej pracy czy życiu? Ile pamiętacie teraz z tego, co z takim mozołem wkładaliście sobie do głowy, żeby dostać 5? Czy to 5 przełożyło się na coś więcej, niż czerwony pasek na świadectwie?
 

 
↑ Internetowe warsztaty dla mam dostępne już w Polsce! ↑
 
B) Pozwolenie dziecku na podążanie drogą swoich pasji, odkrywania talentów, skupiania się na tym, co przydatne, bez wirtualnych ocen, które w praktyce nie są wiele warte. Danie mu szansy specjalizowania się w określonych zagadnieniach, ćwiczenie się w zaradności, odpowiedzialności, przewidywaniu konsekwencji, planowaniu… Na jakich zasadach działa szkoła demokratyczna możecie przeczytać nieco więcej w artykule – Co to jest szkoła demokratyczna?
 
Przeczytajcie, zastanówcie się, porównajcie… i wyciągnijcie wnioski… Prowadzić dziecko/młodego człowieka do 25 roku życia za rękę, zmuszać, wywierać presję, forsować własne zdanie wbrew jego woli – a może pozwolić mu wziąć odpowiedzialność za własne życie i dać szansę oraz możliwości nauczenia się trudnej sztuki przetrwania w dzisiejszym świecie? Nie łudźmy się, że papier wystarczy, byle z odpowiedniej szkoły. Wiele osób tak myślało i myśli nadal… jednak ból zderzenia z prozą życia po szkole okazuje się być bardzo dotkliwy. Jeśli nawet szkoła demokratyczna czy unschooling to dla Was zbyt duży radykalizm w podejściu do edukacji… może warto choć spróbować wcielić w życie niektóre z ich założeń? To już pozostawiam Waszemu osądowi…

Nowa rzeczywistość – nowe potrzeby 

Stare rozwiązania przestają się sprawdzać w świecie, który ulega ciągłej przemianie. Szkoła demokratyczna, której cel można określić, jako „uczenie się życia” zaczyna krystalizować się, jako rozwiązanie problemu edukacji na miarę XXI wieku.

Smutne dzieckoZmienia się rynek pracy, zmieniają mechanizmy rządzące gospodarką – edukacja musi odpowiedzieć na te potrzeby, bo inaczej zamiast wspierać, dawać narzędzia do radzenia sobie w życiu – stanie się źródłem masowego „produkowania” ludzi, którzy nie będą umieli się odnaleźć w coraz trudniejszej rzeczywistości. 

Przeciwnicy takiej formy nauczania obawiają się, że brak tradycyjnej edukacji sprawi, że młodzi ludzie nie będą konkurencyjni na rynku pracy (będą mieli braki w jakichś określonych dziedzinach np. biologii, historii, matematyce itp. czyli w zagadnieniach, które stanowią „wiedzę ogólną” uznaną za obowiązkową do przyswojenia dla wszystkich). Podnoszą się również głosy, że bez kontroli i kierowania rodziców  z dzieci wyrosną osoby nieodpowiedzialne, które całymi dniami będą tylko grać w gry komputerowe i oddawać się rozrywkom, zapominając o uczeniu się czegokolwiek. Czy tak się stanie? Jak pokazuje doświadczenie rodzin, które zdecydowały się na szkołę demokratyczną, unschooling czy zwykłą edukację domową te obawy są bezpodstawne i oparte na błędnych założeniach, że dzieci są z natury leniwe i niezainteresowane tym, co je otacza (dlatego muszą być zmuszeni do nauki). W rzeczywistości dziecko będzie kierowało się wrodzoną ciekawością świata przyswajając sobie wiedzę bez konieczności przymusu – nie można tylko tej ciekawości zdeptać, zabić w zarodku…
 
Być może pewna niechęć do takiej formy edukacji wynika z kwestii podnoszonej przez Johna Taylora Gatto [2] – opisał on obszernie, jak szkoły zostały zaprojektowane, by masowo tworzyć posłusznych pracowników  i konsumentów, którzy będą dobrze pasować do trybów kapitalistycznej gospodarki rynkowej. Osoby, które samodzielnie myślą, mają własne zdanie i pogląd na świat są „problemowe” i nie dadzą sobą manipulować… Po co więc uczyć myśleć, skoro bezmyślny konsument bardziej się opłaca? 

Życie jak ruchome piaski

Rynek pracy zaczyna wychodzić poza sztywne granice etatów, jak widzimy coraz popularniejsza staje się praca zdalna, praca w niepełnym wymiarze czasu, coraz więcej osób pracuje "na własne konto". Wymaga to sporej operatywności, panowania nad czasem, planowania grafiku i co tu dużo mówić – umiejętności uczenia się, by dopasować się do zmian i potrzeb, opanowania… W niepamięć odchodzi czas, gdy od momentu skończenia szkoły do emerytury pracowało się w tej samej firmie, często na tym samy stanowisku, 8 godzin i do domu. Rynek ze statycznego stał się bardzo ruchomy i wymaga umiejętności balansowania. Nie brzmi to może optymistycznie, jednak niestety większość z nas się z tym zmaga. Edukacja powinna być przygotowaniem do życia, a nie tylko zdobyciem papierka, z którym nie wiadomo później, co zrobić. Konieczne stają się takie umiejętności jak m.in. elastyczność, zdolność adaptacji, kreatywnego myślenia, umiejętności badawcze, zarządzanie czasem, zdolność dostosowywania się do wielu rodzajów, trybów nauki, tworzenia silnych więzi rodzinnych i społecznych. Realia coraz częściej wymagają i będą w coraz większym nasileniu wymagać od młodych ludzi przedsiębiorczych postaw – podejmowanie ryzyka, wytrwałości, wewnętrznej motywacji, innowacyjności, przywództwa, myślenia strategicznego… Wszystko to niesie ze sobą nauka w szkole demokratycznej.
 
Pozwala ona także na kreowanie postawy samodzielności i samowystarczalności - człowiek ciekawy świata, otwarty na różne możliwości z pasją np. spróbuje swoich sił w produkcji eko-żywności na własne potrzeby, bo będzie chciał się zdrowo odżywiać; szybciej chwyci po maszynę do szycia, by przetestować, czy uda mu się uszyć sukienkę czy nawet poszewkę na poduszkę. Nie będzie bał się wyzwań, ani nie będzie miał zakodowane – nie dotykaj, zepsujesz, do niczego się nie nadajesz, inni zrobią lepiej. Czas spędzony w szkole demokratycznej daje człowiekowi szansę poznania siebie, rozwoju talentów, budowania odwagi do próbowania swoich sił w różnych przedsięwzięciach. 

Trudna sztuka przetrwania

Tradycyjna edukacja bez praktycznego wymiaru, bez praktyk zawodowych na wysokim poziomie i z odrealnionym programem nauczania potrzebuje głębokiej transformacji. Być może przyszłością jest właśnie szkoła demokratyczna. Nie bójmy się nowości, czytajmy, wyciągajmy wnioski i szukajmy rozwiązań dostosowanych do naszych czasów. To, że coś się sprawdzało w przeszłości nie znaczy, że będzie skuteczne zawsze… Pamiętajmy o tym.
 
 
 
1) Dyplom to za mało, żeby zdobyć pracę. Co teraz się liczy? http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/682428,dyplom_to_za_malo_zeby_zdobyc_prace_co_teraz_sie_liczy.html, stan na 4.03.2013 r.
2) John Taylor Gatto – amerykański nauczyciel, autor kilku książek na temat edukacji. (Wendy Priesnitz, Ready For A Changing World. Unschooling is a decentralized style of education for a decentralized economy).