Niska samoocena

„Siedź w kącie, a znajdą cię”. „Mężczyźnie i psu się nie ufa”. „Facet zrobi swoje, podciągnie gacie i pójdzie, a kobieta zostaje ze wszystkim sama”. „Ty się do tego nie nadajesz”. „Mężczyznom podobają się kobiety czerwone, ale  żenią się z szarymi, nie bądź jedną z tych, które się wyróżniają”. „Zobaczysz, każdy mężczyzna będzie cię zdradzać”. „Nie okazuj słabości, musisz grać”. „Nie masz szczęścia do mężczyzn”. „Facetom chodzi tylko o jedno”. „Nie poradzisz sobie”. „I tak ci się nie uda, nie przychodź potem z podkulonym ogonem”.

Zastanawiasz się czyje to złote myśli? Już buntujesz się czytając? Zastanawiasz się w czyjej chorej głowie urodziły się powyższe zdania? Skąd je wzięłam? Te i wiele innych odpowiedzi przeczytałam pod postem, który pewnego dnia umieściłam na stronie fb.

A brzmiał tak:

Moja babcia mawiała: "Ładno miska żryć nie daje". W wolnym tłumaczeniu:

Z przystojniaka pożytku nie będzie. I tak oto długo zastanawiałam się, czy przyjąć zaloty tego pięknego mężczyzny, który został w końcu moim mężem i ojcem trójki moich dzieci. Za ładny zdawał się, a babci słowa dudniły jak mantra. Wyszłam za niego. Dziś, gdyby żyła chciałabym jej powiedzieć: myliłaś się babciu. A Ty? Jakie jest Twoje rodzinne ograniczające przekonanie?

Nie spodziewałam się tej lawiny niedorzecznych, irracjonalnych, krzywdzących bzdur. Bzdury? To nie są bzdury!

To rodzinne mądrości w jakie zostały wyposażone małe dziewczynki przez swoje matki i babki. To przykazania, które naznaczyły niejedną egzystencję, to przykazania, które odpowiedzialne są za niejedną depresję, to tezy, które naznaczyły niejedną kobietę wielkim nieszczęściem.

Przerażające i jednocześnie głęboko wzruszające jest to, że każda z tych kobiet jeszcze dziś słyszy za uchem te stygmatyzujące podszepty.

Konsekwencje? 

Niechęć do ryzyka, strach przed byciem widocznym, obawy przed bliskością, związkiem, unikanie relacji z mężczyznami, zablokowanie kreatywności, obwinianie się, niedocenianie swoich możliwości, to wszystko pokłosie rodzinnych mantr. Co za moc w nich drzemie, że zdeterminowały życie tych kobiet?

Czy nasze matki, babki postradały rozum? Ależ skąd! To tylko dziedzictwo. Otrzymały je w spadku, tak jak moje bohaterki. Poza tym były przeświadczone, że chronią nas, nie ranią.

Wiele z nas niezależnie od woli, w różnych sytuacjach życiowych rozpoznaje u siebie automatyczne negatywne myśli. To dialog wewnętrzny. Bywa on ograniczający, wstrzymujący, nierzadko każący lub nakazujący, bywa też zabarwiony kpiną.

Zastanawiacie się dlaczego?

Naukowcy w ramach eksperymentu badawczego wyposażyli grupę trzylatków w stale pracujące magnetofony, które rejestrowały wszystkie wypowiedzi, jakie te dzieci słyszały od dorosłych. Próba trwała dwa tygodnie. Okazało się że 80% tych wypowiedzi to były komunikaty negatywne, informujące, że dziecko zachowuje się nie tak, że powinno zachowywać się inaczej, że nie powinno czegoś robić.

Psychologowie i psychiatrzy zgodnie sądzą, że regularne nasiąkanie negatywnymi stwierdzeniami utrwala się w postaci nieustannej wewnętrznej konwersacji, wewnętrznego głosu. Choćby świat podsunął nam tysiące dowodów na to, że jest inaczej, trudno jest pozbyć się tych prawd, które w rezultacie kształtują nasze życie. Tak powstaje fałszywa samoocena.

Może masz córkę, syna, może czasem, zanim otworzysz usta i nakarmisz go swoją obawą, doświadczeniem twojej matki czy babki, albo nawet posłużysz się słowami Scarlett O' Hary, czy Ani z Zielonego Wzgórza, to zastanów się, w co to dziecko wyposażasz. A w co? W budowanie fałszywej samooceny, podkopywanie pewności siebie, zaniżanie własnej wartości.

My pokolenie córek, których matki nie miały pewnych umiejętności już je nabyłyśmy. Możemy przerwać brzemienne w skutki dziedzictwo. Możemy same uporać się z naszymi lękami, możemy weryfikować nasze założenia na temat świata i innych – i pozwolić naszym dzieciom tworzyć własne.

To będą kiedyś dorosłe kobiety, dorośli mężczyźni…