Witariański deser

Jeśli robicie mleko migdałowe to nie warto wyrzucać odsączonej migdałowej pulpy. Jest w niej bowiem mnóstwo drogocennych skarbów: minerałów, witamin i dobrych tłuszczy. W zaledwie kilkanaście minut, bez pieczenia i stania przy garach można wyczarować z niej bardzo smaczny i zdrowy witariański deser.

Deser można wyłożyć na blaszkę i potem pokroić na kawałki jak ciasto, lub można też zrobić kulki jak trufle – przyjemniejsze do jedzenia „z ręki”, albo do zapakowania dzieciom do szkoły.

Jak zrobić deser?

Składniki

  • około szklanki dobrze wyciśniętej pulpy migdałowej
  • 2-3 garście orzechów (najlepiej nerkowce, ale mogą być też włoskie)
  • 8-10 suszonych daktyli
  • garść lub dwie wiórków kokosowych
  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 łyżki słodzidła (miodu i/lub syropu klonowego lub melasy np. karobowej; można też pomieszać z erytrytolem, który jest niemal bezkaloryczny)
  • 4 łyżki karobu lub ciemnego kakao – lub pół na pół
  • szczypta soli morskiej lub himalajskiej

 

Wykonanie

Do blendera wrzucamy orzechy, mielimy chwilę na niezbyt drobne kawałki. Dorzucamy daktyle – blendujemy razem jeszcze chwilę. Potem dorzucamy wszystkie pozostałe składniki i znowu miksujemy, aż się składniki połączą. Należy jednak unikać zblendowania do postaci całkowicie jednolitej masy. Muszą być widoczne kawałki orzechów.

Co teraz możemy zrobić:

  • Wyłożyć całość na blaszkę do ciasta i dobrze przycisnąć dłońmi – stworzymy ciasto, czekomigdałowiec. Gdy już będzie całkiem gotowe, będziemy je kroić w kwadraty lub prostokąty i podawać na stół.
    albo
  • Ulepić zwilżonymi wodą dłońmi kuleczki jak trufle i pojedynczo kłaść je na blaszkę lub jakiś talerz. Potem, gdy już będą całkiem gotowe, można je podać na stół układając np. w piramidkę.

 

Wszystko jedno w jakiej formie będziemy nasz deser zajadać – najpierw musimy go włożyć do zamrażalnika. Nie do lodówki, a właśnie obowiązkowo do zamrażalnika. Na minimum godzinkę, a najlepiej dłużej. Nie ma obaw – deserek zawsze pozostanie „zjadliwy” i nigdy nie zamarznie na kość.

Po wyjęciu z zamrażalnika jest w każdym momencie gotowy do spożycia  (w formie ciasta, czy też trufelków). Nie kruszy się. Rozpływa się w buzi i… znika błyskawicznie! 

Można nasz specjał przechowywać w zamrażalniku nawet parę tygodni (w pojemniku, aby nie nabrał zapachów) i jeść, kiedy tylko przyjdzie nam ochota, zabierać do pracy czy do szkoły (pożywny deser), a także częstować tym przysmakiem naszych gości. Kiedy zabieramy go w celu zjedzenia poza domem, to zawińmy każdy kawałek w papier śniadaniowy, a następnie owińmy w folię aluminiową, co pozwoli dłużej utrzymać odpowiednią temperaturę, a co za tym idzie – również i konsystencję.

Oczywiście na bazie tego przepisu można robić różne wersje według upodobań, np. dodać do gotowej masy namoczonych rodzynek, jagody goji lub jagody inkaskie, żurawinę, morwę, posiekane suszone śliwki, ziarenka sezamu, itd. – jednym słowem, co kto lubi.

Smacznego! 

 
Powyższa treść i zdjęcie pochodzi ze strony www.AkademiaWitalnosci.pl