konsumpcja

System gospodarki rynkowej i obecnie kształtujący się model społeczeństwa usługowo – informacyjnego wynajduje coraz bardziej wyrafinowane metody, żeby człowieka zastąpić konsumentem, a z wszelkich wartości – intelektualnych, duchowych, moralnych – uczynić towar lub produkt.

Największe zagrożenia wiążą się z tym, że przestajemy myśleć, pytać, rozmawiać i poszukiwać. Unikamy wątpliwości i niejasności. Stajemy się konsumentami – nie tylko produktów, ale również idei, koncepcji światopoglądowych i religijnych a nawet – duchowości. A to oznacza, że tracimy podstawowy wymiar człowieczeństwa, jakim jest zdolność do aktywnego zgłębiania rzeczywistości i siebie samego oraz uznawania za rozstrzygające tylko tych rozwiązań, które potwierdza nasze osobiste doświadczenie. W naszym życiu intelektualnym i duchowym zaczyna dominować spożywany w pośpiechu i bezmyślnie fast food.

W Stanach Zjednoczonych 32 procent dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat i 26 procent dzieci do lat dwóch ma w swoim pokoju telewizor, wstawiony tam przez własnych rodziców. To tylko jeden z tysięcy przykładów na to, że postkapitalizm i kultura konsumpcyjna robią wszystko, aby ograniczyć do minimum lub wręcz wyeliminować autonomiczne poczucie wartości człowieka, ponieważ zależy im na tym, żeby dobre mniemanie o sobie i szacunek do siebie był w jak największym stopniu uzależniony od opinii innych.

 

Rodzice albo nie mają czasu na budowanie głębszych relacji z dziećmi, albo są bezradni, bo czują, że mają niewiele do zaproponowania.

Przyczynia się do tego ogromne tempo technologicznego rozwoju w obszarze komunikacji, informacji i edukacji. Pokolenia rodziców żyją w zupełnie innym świecie niż ich dzieci. To są nieporównywalne światy i nieporównywalny rodzaj doświadczeń, więc coraz trudniej się porozumieć. Rodzice, którzy mają teraz między 40 a 50 lat, czyli średnio licząc ich dzieci są w wieku lat 15 – 25 lat, wyrośli w zupełnie innej rzeczywistości, w inny sposób przyswajali wiedzę o świecie i życiu. Żyli w otoczeniu ideowym i intelektualnym wymagającym refleksji, poszukiwania, samodzielności i inicjatywy. Nierzadko także odwagi. Tak, więc na przestrzeni dwóch pokoleń wytworzyła się mentalna przepaść. Brakuje wspólnego języka. Bezradni rodzice w coraz większym stopniu pozostawiają wychowanie dzieci telewizorowi i Internetowi. A tam obowiązującą ideologią jest konsumeryzm. Wszystkie firmy, korporacje, media, instytucje usługowe, partie polityczne a nawet organizacje religijne pracują nieustannie nad tym, aby wykreować swoich konsumentów i sprzedać swój towar.

 

8razyO

 

Konsumowanie urosło do rangi cnoty, ponieważ napędza koniunkturę i przynosi społeczeństwu dobrobyt. Niestety, wyłącznie materialny. W indoktrynację pro-konsumencką angażowane są ogromne pieniądze, morze energii, pomysłowości i twórczej myśli. Cała pop-kultura jest nią przesiąknięta. To nieuchronnie wpływa na nasze postrzeganie świata i nasze wybory. Technologicznie i materialnie świat rozwija się z niespotykaną wcześniej szybkością, lecz ludzie coraz mniej myślą, są coraz mniej autonomiczni i szczęśliwi. Z Diagnozy Społecznej 2007 wynika, że zaledwie dziesięć procent Polaków dostrzega istotną wartość w demokracji. Pozostałym jest wszystko jedno, jaki będzie ustrój i kto będzie nimi rządził. Wygląda na to, że zatracamy instynkt społeczny i polityczny. Konsumpcją i budowanie materialnego bezpieczeństwa stały się najważniejsze. Stąd już krok tylko do konsumpcyjnego totalitaryzmu na wzór chiński. Erich Fromm w „Ucieczce od wolności“ opisał podobną sytuację na podstawie doświadczeń Niemiec lat 30. Naziści zdobyli władzę obiecując ludziom bezpieczeństwo, dobrobyt, złudzenie wielkości i wyjątkowości – i podsuwając ogłupiałemu narodowi gotowe obiekty klasowej i rasowej nienawiści. Gotowość do tego, aby w imię takich populistycznych iluzji i obietnic rezygnować z demokracji i praw człowieka, świadczy o tym, że dane społeczeństwo, traci instynkt przetrwania.

Konsumeryzm z założenia podkręca w nas skłonność do konkurencji i tym samym pośrednio sprzyja tworzeniu społecznego rozwarstwienia. A przecież są wśród nas tacy, którzy nie dają rady. Nie, dlatego, że coś jest z nimi nie tak-, lecz dlatego, że urodzili się w kiepskim miejscu, że nie mieli szansy się wielu rzeczy nauczyć, że nie mieli dostępu do informacji i do wiedzy. Dopóki duchowo i mentalnie nie przekroczymy naszego egocentryzmu, nie będziemy w stanie właściwie odpowiadać na potrzeby takich ludzi. Wtedy postępujące rozwarstwienie doprowadzi do powstania sytuacji jak z Orwella. Będzie klasa pracowników, której zamiast wynagrodzenia dostarczać się będzie wirtualnych lub narkotycznych igrzysk oraz warstwa zarządzająca. W gruncie rzeczy też nieszczęśliwa ze względu na uwikłanie w konsumpcyjną konkurencję o atrybuty statusu. Czas dostrzec z całą wyrazistością, że wyzwanie, które stoi przed ludzkością ma od zarania wymiar duchowy.