Rodzicielstwo bliskości

Jak budować właściwą więź z dzieckiem, tak aby dodawała mu skrzydeł? Wystarczy być dobrą matką i dobrym ojcem. Proste? Nie.

Do drugiego roku życia człowieka tworzy się, na podstawie więzi z głównym opiekunem, wzorzec reagowania, który wpływa na to, jaka będzie nasza odporność psychiczna w sytuacjach trudnych, na ile posiądziemy umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków otoczenia, jak będziemy funkcjonować w naszych związkach czy relacjach społecznych, a także jak kontrolujemy uczucia – tłumaczy w rozmowie Anna Król, psycholog dziecięcy z Self Przyjazne Terapie.

Joanna Rubin: Jeannette Kalyta, autorka książki „Położna. 3550 cudów narodzin” mówi, że to w jaki sposób przychodzimy na świat, determinuje nasze życie. To prawda?

Anna Król: Myślę, że to jak się rodzimy ma olbrzymi wpływ na nasze późniejsze życie. Jeszcze większe znaczenie ma to, jak jesteśmy witani na świecie.

Witani?

Chodzi o te pierwsze minuty, kiedy noworodek kładziony jest na pierś matki i ona mówi do niego: „Cieszę się, że jesteś na świecie. Widzę i kocham Ciebie”. To coś magicznego, co odbywa się na poziomie emocji i przekłada się potem na uważność na potrzeby dziecka. Co prawda więź zaczyna się nawiązywać już w okresie prenatalnym, ale buduje się i rozwija aż do drugiego roku życia. To jest ten czas, kiedy dużo dzieje się w relacji matka-dziecko. Tworzą się podstawy struktur osobowości małego człowieka. Moim zdaniem ten okres determinuje bardzo wiele. Nie znaczy to jednak, że jeśli w trakcie jego trwania wystąpią jakieś nieprawidłowości, to ich wpływ jest później niezmienialny i na zawsze utrwalony. To fascynujące.

Kim jest właściwie dziecko?

Dla mnie dziecko to człowiek przez duże C, który jest w początkowym okresie swojego życia. Mały człowiek, który uczy się reguł otaczającego świata, chłonie rzeczywistość. Podziwia to, co go otacza. Zachwyca mnie to, że dzieci są bardzo szczere, prawdziwe w kontaktach, wyczuwające wszelkie fałsze. Oczekują radości i szczęścia. To, że jesteśmy na świecie jest czymś niezwykłym, nie sądzisz?

Sądzę, że to cud. Trudno go nawet wytłumaczyć…

To cud. Dzieci są darem i wyzwaniem. Uczą swoich rodziców, jak być lepszym człowiekiem. Dla mnie macierzyństwo jest najwspanialszym doświadczeniem w życiu. Ale to nie jest prosta, sielankowa sprawa, a dzieci to czasem niełatwe orzeszki do zgryzienia.

W rodzicielstwie i pracy z dziećmi pomaga mi świadomość, że wszyscy na pewnym etapie naszego życia byliśmy dziećmi. W pewnym sensie nimi pozostaniemy również dlatego, że mamy w sobie nasze wewnętrzne dziecko. Od tego jaki zbudowaliśmy z nim kontakt – wiele zależy.

Na przykład?

Ludzie, którzy mają dobry kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem cechują się dużą witalnością, mają w sobie radość, lubią i potrafią się bawić, żartować. Są otwarci na to, co ich otacza, są spontaniczni i elastyczni. To ważne, żeby w życiu nie utracić tych cech i dziecięcego zachwytu światem.

 

 
↑ Ciesz się rodzicielstwem bliskości! ↑

 

Poród i macierzyństwo to jednak podróż bez map i kompasu. Kobiety czują lęk a nie zachwyt, prawda?

Czują lęk, bo wchodzą na nieznane dla siebie terytorium. Tak jest z każdą zmianą w życiu człowieka. To co nowe przeraża nas trochę. Warto wtedy wierzyć swojemu wewnętrznemu kompasowi. Mapą z kolei jest wyczucie i intuicja. No i dobrze jak mamy partnera, który nas wspiera. Na wagę złota są też wtedy mądre kobiety wokół nas. Teściowa, matka, siostra, które przekazują nam swoje doświadczenie i wiedzę. Ale przede wszystkim rozumieją, że ich zadaniem jest wspieranie i budowanie naszej pewności siebie w nowej roli- matki.

Poza tym w macierzyństwie przeraża nas trochę świadomość, że dziecko jest tak wielką odpowiedzialnością, że tak dużo od nas zależy… Ale spokojnie, wystarczy być dobrą matką, dobrym ojcem. Nie taką perfekcyjną, ani perfekcyjnym. Błędy, pomyłki są także wpisane w rodzicielstwo bliskości.  

Rodzicielstwo bliskościA dajemy sobie w ogóle zgodę na niedoskonałość?

Często bywa, że przed urodzeniem dziecka wydaje się nam, że musimy i będziemy takimi cudownymi mamami z nieziemską cierpliwością, a potem bywa, że obijamy się o codzienność. Zwłaszcza w tym pierwszym okresie dziecka, gdzie relacja z nim jest pochłaniająca. Zmieniamy się wtedy w maszynę karmiąco-przewijającą. Jesteśmy tylko i wyłącznie na jego potrzeby. Doświadczamy skrajnych uczuć: od euforii do apatii, od bezsilności do mocy. Kobiety wtedy sobie myślą: „Ja już nie istnieję. Tylko to dziecko i dziecko”. Dobra informacja jest taka, że tak się dzieje tylko do pewnego czasu i relacja zmienia swoje oblicze.

Co w tym czasie będzie najbardziej wpływać na rozwój dziecka?

Miłość, akceptacja, bliskość, obecność, uważność. Tu rytuałami bliskości są bardzo podstawowe czynności jak karmienie piersią, bo tym dajemy dziecku poczucie bezpieczeństwa. To też wszystkie działania, które są związane z pielęgnacją, kiedy możemy dzidziusia dotykać, masować, głaskać. Trzeba mieć świadomość, jak bardzo pierwsza więź z dzieckiem przekłada się na to, jak ono będzie funkcjonować w dorosłym świecie, jakie będzie tworzyć relacje, czy będzie mieć poczucie, że jest warte miłości. Okażemy mu bardzo dużo troski, jeśli będziemy otwarci na nie i gotowi do wczuwania się w jego potrzeby. To wymaga otwartości umysłu i serca.

Co masz na myśli?

Dzięki uważności matki i właściwemu odpowiadaniu na potrzeby dziecka, tworzy się jego podstawowa ufność (lub jej brak) do świata. Jeśli matka reaguje w sposób właściwy, niemowlę ma szansę poczuć, że świat odpowiada na jego sygnały, że wszystko jest OK. To daje podstawę do budowania własnej wartości. Bardzo często w dorosłym życiu nie mamy pojęcia dlaczego niektórzy czują, że są godni uwagi, warci miłości, a inni nie. Na to w bardzo dużym stopniu ma wpływ nasza relacja z matką w początkowym okresie życia. Brak prawidłowej więzi może być niestety też źródłem wielu problemów.

Na czym polega to, jak mówisz, właściwe reagowanie na potrzeby dziecka?

Tu przychodzą mi słowa łagodności, akceptacji, dawania przestrzeni do eksplorowania emocji dziecka. Właściwa reakcja polega na wsłuchiwaniu się w nie i rozpoznawanie kiedy ono, np. potrzebuje snu, a kiedy chce pobrykać. Chodzi też o to, aby rozpoznawać kiedy dziecko płacze z głodu, a kiedy ze zmęczenia. Z czasem uczymy się też tego, kiedy potrzebuje dotyku, przytulenia, rytuałów bliskości.

Nie uznaję podejścia mówiącego, że dziecko powinno się pozostawiać samemu sobie, żeby się np. wypłakało. Z drugiej strony nie ma sensu pędzić na każde mruknięcie niemowlęcia. Powinno też mieć chwilkę, żeby doznać frustracji. Nie zawsze też płacz dziecka musi oznaczać, że jest głodne, albo że trzeba koniecznie je brać na ręce. Czasem po prostu jest zmęczone dużą ilością bodźców. Dlatego kluczowe jest, aby reagować mądrze i spokojnie.

Tu bardzo istotna jest otwartość matki, bo jeśli przeżywa macierzyństwo po raz pierwszy, to zdobywanie wiedzy na temat dziecka nie jest wcale takie łatwe. Potrzeba chęci i doświadczania pomimo trudności, które wiążą się z opieką nad maleństwem. Po jakimś czasie jednak okazuję się, że matki czują i znają swoje dziecko doskonale.

Co przeszkadza dziecku czuć się dobrze na świecie?

Brak miłości i akceptacji, czyli odrzucenie dziecka i jego potrzeb emocjonalnych. Nie sprawdza się też podkloszowe wychowywanie, w którym podświadomie przekazujemy mu lęk. Wtedy ono nie może sobie zapłakać, być smutne czy z czegoś powodu niezadowolone. Czyli nie jest też dobrze, kiedy dziecko jest zagłaskiwane, brane ciągle na ręce, gdy nie może bawić się tak, jak chce. We właściwej więzi jest też przestrzeń dla niego na samodzielne poznawanie świata. Spokojne oswajanie tego, co je otacza.

Czasami zdarza się, że w tym początkowym okresie życia dziecka kobieta ma depresję poporodową lub ciężkie doświadczenia życiowe. Wtedy trudno mówić o jej dostępności emocjonalnej. Tutaj kluczowa będzie profesjonalna pomoc matce, która przełoży się na wsparcie dziecka. Miejmy w pamięci, że dzieci doskonale czują czy jesteśmy spokojni, szczęśliwi lub czy rodzicie mają w sobie smutek, złość, agresję.

Jaki dorosły człowiek jest w stanie budować właściwą więź?

Zdrowy. Taki, który również ma miłość własną, akceptuje sam siebie, jest świadom swoich ograniczeń. Samoświadomość ogrywa tu dużą rolę. To między innymi wiedza jak zostaliśmy wychowani. I jak te doświadczenia wpływają na sposób, w jaki traktujemy własne dzieci. Trzeba umieć wtedy rozpoznać i podjąć decyzję, które z naszych doświadczeń wnosimy do rodzicielstwa, a które niekoniecznie. Myślę, że bardzo ważne jest też bycie szczęśliwym, jako człowiek.

To wymaga dojrzałości.

Ale niekoniecznie związanej z wiekiem. Znam takie osoby, które są w wieku 20 lat i mają w sobie dużo samoświadomości. Znam też 60-latków, którym tego brakuje. Nawet nigdy nie powinny być matkami.

Rodzicielstwo bliskościCiągle mówimy o matkach. Gdzie są ojcowie?

Oczywiście są i to bardzo mocno osadzeni w swoich rolach. Już w wielu rodzinach odchodzi się od modelu, że to matka jest od wychowywania dzieci. Ojcowie świetnie spełniają się w roli opiekunów i przewodników swoich dzieci. Na rynku pojawia się dużo książek, programów na temat świadomego rodzicielstwa. I także ojcowie chętnie z nich korzystają. Dziś jednak rozmawiamy o tym pierwszym okresie życia dziecka, zaraz po urodzeniu. O pierwszej więzi, gdzie dla dziecka całym światem jest właśnie mama.

Czy tylko ona może pełnić tę rolę?

Czasem to ojciec jest głównym obiektem przywiązania. Jeszcze raz podkreślam, że do drugiego roku życia tworzy się, na podstawie więzi z głównym opiekunem, wzorzec funkcjonowania, który ma swoje podstawy neurologiczne. Wpływa on na to, jaka będzie nasza odporność psychiczna w sytuacjach trudnych, na ile posiądziemy umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków otoczenia, jak będziemy funkcjonować w naszych związkach czy relacjach społecznych, a także jak kontrolujemy uczucia. To pokazuje, jak ważny jest opiekun i jego otwartość na potrzeby dziecka.

Z jakiego powodu dzieci przychodzą do psychologa dziecięcego?

To zawsze jest decyzja rodziców, żeby przyprowadzić dziecko do psychologa. Powodem może być to, że dzieci czują się nieszczęśliwe.

Po czym poznać nieszczęście dziecka?

Rodzice zauważają, że ich dzieci są na przykład wycofane w relacjach z rówieśnikami, mają obniżony nastrój i są smutne. Bywają mało spontaniczne. Przychodzą czasami do mnie rodzice, którzy mówią, że czują się zaniepokojeni, bo ich dziecko nie chce występować na przedszkolnych teatrzykach, jest nieśmiałe. To jak dziecko funkcjonuje w relacjach społecznych bardzo obrazuje, na ile jest szczęśliwe same ze sobą i na ile też może swoje „ja” dumnie realizować w codziennym życiu.

Rodzice proszą psychologa o wsparcie również wtedy, gdy u dziecka pojawia się agresja, trudności w szkole i w komunikacji z rówieśnikami. Mam tu też na myśli tak zwaną niegrzeczność.

Tak zwaną niegrzeczność?

Zawsze używam tego słowa w cudzysłowie. Dzieci, poprzez bycie tzw. niegrzecznymi tak naprawdę pokazują rodzicom, że czegoś potrzebują. Że jakieś ich potrzeby nie są realizowane. To jest sygnał, często nierozumiany przez rodziców, którzy kierując się (w swoim poczuciu) dobrymi intencjami, niestety nieodpowiednio reagują na trudne zachowania dzieci. I w odpowiedzi używają kiepskich narzędzi.

Na przykład jakich?

Klapsy. Są kompletnie nieświadomi tego, co one przenoszą na dziecko. Wzrasta poziom niepokoju, wycofania lub agresji. Jeśli maluch jest „niegrzeczny”, to już nie radzi sobie z emocjami, które w nim narastają. Poprzez klaps dodajemy mu jeszcze więcej napięcia. To droga donikąd.

Karanie dzieciSłyszałam kiedyś wspomnienia senioralnego prezesa, z ogromnym sukcesem zawodowym, któremu oczy się zaszkliły, gdy opowiadał o tym, że za czasów jego dzieciństwa bicie było czymś naturalnym.

To doświadczenie zawsze w człowieku pozostanie. To co jest dobrym znakiem, to fakt, że wszystko co nas spotyka, możemy przekuć w zasób. Nawet te sytuacje, które są dla nas dramatyczne, niekomfortowe, bolesne czy tragiczne. Trzeba przejść pewną drogę samoświadomości, aby ułożyć się jakoś ze swoimi doświadczeniami. Warto to zrobić.

Dlaczego?

Dla poczucia szczęścia.

Bywa tak, że dziecko będące na terapii sprawia, że rodzice również zaczynają mieć potrzebę i chęć zmierzenia się z aspektami, które ich uwierają. Terapia osoby dorosłej jest jak przebudowywanie już skończonego domu. Pewne obszary trzeba wyremontować, ale niektóre wyburzyć i zaprojektować na nowo. Terapia dziecka jest raczej wprowadzaniem zmian w trakcie budowy lub formowaniem młodego drzewka, korektą gałązek. Można wpłynąć na to, aby pięknie rozkwitało. Tu mamy dużą elastyczność rozwoju.

Jestem zdania, że dzieci są do pewnego stopnia lustrzanym odbiciem rodziców i terapeutyczna praca polega na tym, aby znaleźć wspólne płaszczyzny do rozwoju, i dorosłych i dzieci. Bo to są sprzężone ze sobą czynniki.

Rodzice mają tego świadomość?

Bywają tacy rodzice, którzy traktują psychologa jako osobę, która ma wyprowadzić dziecko na prostą. Sami z kolei chcą się oddawać swoim karierom, ważnym sprawom. Nie czują, nie widzą powiązania, że dzieci potrzebują bliskości i akceptacji nie tylko w gabinecie terapeutycznym, ale przede wszystkim w domu.

Jest też dużo rodziców, którzy pragną tego, aby ich syn, córka czerpali radość z życia i poszukują wsparcia. Spora grupa dorosłych chętnie czyta książki, których treść i przełożenie tej wiedzy na podejście wychowawcze – może mieć wpływ na rozwój ich dzieci. Uczą się na warsztatach psychologicznych. Są bardziej uważni na własne ograniczenia oraz świadomi swoich mocnych stron. Chcą lepiej, bardziej świadomie wychowywać swoje dzieci. Rozumieją, że doświadczenia z ich dzieciństwa przekładają się na to, jak podchodzą do rodzicielstwa.

To wynika pewnie z trendu jakim jest rozwój osobisty, ale i rodzicielstwo bliskości.

Tak, i to jest świetne. Bo tylko bliskość gwarantuje wychowanie zdrowego, empatycznego i szczęśliwego człowieka.

 

Anna KrólAnna Król: Psycholog z wykształcenia i z zamiłowania. Współpracuje z SELF Przyjazne Terapie. Uwielbia spotkania z ludźmi, fascynuje ją proces odkrywania wewnętrznego, wyjątkowego świata drugiego człowieka. Dzieciństwo uważa za najbardziej istotny okres naszego życia. Mama dwójki cudownych urwisów, które notorycznie stawiają przed nią nowe wyzwania wychowawcze i wciąż udowadniają, że dzieci to wcale nie takie łatwe „orzeszki do zgryzienia”.

 

 


Autor:

Joanna RubinJoanna Rubin - blogerka (www.nakawie.pl), autorka książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściła 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Prelegentka TEDxPoznań oraz współorganizatorka Ladies’ Mastermind Poznań. Fascynują ją liderzy klasy A, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuje się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.