sex do not disturb

Zacznijmy od tego czym tzw. rewolucja seksualna nie jest. Otóż nie jest ona rewolucją polityczno/ustrojową, nie jest ideą zrodzoną w umysłach filozofów, polityków ani przywódców stającą się motorem wielkich i gwałtownych przemian, nie jest narzuconą ideologią ani systemem sprawowania władzy.

„Rewolucja seksualna’ odbywa się przede wszystkim w przestrzeni mentalnej – jest więc rewolucją świadomości. W swej istocie nie jest rewolucją lecz raczej powolnym, ewolucyjnym procesem przemiany świadomości. Procesem, który w skali globalnej dopiero raczkuje lecz – jak się zdaje – jest procesem zdeterminowanym dziejowo, a więc nieuniknionym.

Dlatego pytanie o to czy jest to proces dobry czy zły i czy go można lub należy cofnąć wydaje się być źle postawione. Opiera się bowiem na wysoce wątpliwym i aroganckim założeniu, że jesteśmy w stanie go kontrolować. Tymczasem przemian zachodzących w ludzkiej świadomości indywidualnej i zbiorowej nie da się ani cofnąć ani wymazać. Przykładem niech będzie wiecznie żywa i odporna na zakusy wszelkich totalitaryzmów idea sprawiedliwości i demokracji. Zważmy przy okazji, że „rewolucja seksualna” jest nieodrodną, młodszą siostrą demokracji, stąd wszelkie próby zatrzymania jej lub cofnięcia byłyby tożsame z zamachem na demokrację – a więc, na dłuższą metę, są nieuchronnie skazane na niepowodzenie. W istocie więc, możemy jedynie pokornie pytać o to co uruchomiło proces „rewolucji seksualnej’, na jakie dziejowe konieczności on odpowiada i dokąd wydaje się zmierzać.

Pierwszym najbardziej podstawowym powodem jest to, ze nasza cywilizacja i kultura nie znalazła dobrej recepty na problem ludzkiej seksualności. Represyjny, dewaluujący i demonizujący seksualność sposób myślenia wraz z wynikającą z niego praktyką wychowawczą i edukacyjną nie dość, że nie posunęły nas do przodu w rozwiązywaniu dylematów naszej seksualności to – jak wiele na to wskazuje – działając na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni, nasiliły związane z nią problemy i destrukcyjne zjawiska. W wymiarze indywidualnym i kulturowym potwierdziła się zasada, że to co w człowieku wyparte, zdewaluowane i nieuświadomione nie poddaje się kontroli i nieuchronnie napędza indywidualną, obyczajową i społeczną patologię.

Rewolucja seksualna – w swoich dalekich konsekwencjach – ma moc zdolną wydobyć ludzką seksualność z ponurego lochu pogardy i grzeszności i uczynić z niej powszechnie dostępny wehikuł rozwoju ludzkiej świadomości i duchowości. Ma też moc sprawienia, by mądra edukacja seksualna stała się powszechnym, naturalnym dobrem. W konsekwencji ma szansę doprowadzić do zaniku nękającej ludzkość epidemii seksualnej patologii.

Drugim powodem wyzwalającym i podtrzymującym proces seksualnej rewolucji jest to, że represyjny, dewaluujący i demonizujący stosunek do seksualności jest w naszej kulturze organicznie związany z represyjnym, dewaluującym i demonizującym pojmowaniem kobiety. Ten sposób myślenia o kobiecie i kobiecości jest fundamentalną właściwością powszechnie obowiązujących, patriarchalnych systemów religijno-etycznych, politycznych, prawnych, społecznych i obyczajowych. Wiele wskazuje na to, że patriarchat wyczerpał już zarówno swoją dziejową rolę jak i swoje twórcze i sprawcze możliwości i nie daje się dłużej pogodzić z kierunkiem w jakim rozwija się powszechna świadomość.

Rewolucja seksualna oddając kontrolę urodzin w ręce kobiet korzystnie zadecydowała o ich szansach w nieuchronnym i niezbędnym procesie emancypacji i zrównania społecznego statusu obu płci. Przywraca kobietom godność i szacunek oraz możliwość kontrolowania własnego życia. Umożliwia kobietom czynne i równoprawne uczestnictwo w tworzeniu nowej nie patriarchalnej cywilizacji i kultury.

Trzecim wyzwalaczem i utrwalaczem „rewolucji seksualnej” jest alarmująca sytuacja w jakiej znajduje się nasza planeta. Wszystko wskazuje na to, że przedłużające się, niezrównoważone panowanie patriarchalnego paradygmatu zagraża pokojowi i przetrwaniu planety. Ważnym elementem tego paradygmatu jest uwikłanie w pierwotną i prymitywną potrzebą walki o przetrwanie plemiennego genotypu i związany z tym nacisk na płodność i rozrodczość własnego plemienia. Ten ograniczony, partykularny i egoistyczny punkt widzenia jest nie do utrzymania w perspektywie kryzysu przeludnienia i realnej groźby wyeksploatowania podtrzymujących życie zasobów planety.

Rewolucja seksualna, ekonomiczna i społeczna emancypacja kobiet, możliwość podejmowania przez nie – oprócz macierzyństwa – wielu ważnych ról społecznych, przejęcie przez kobiety kontroli nad prokreacją, może pozwolić zapobiec, w skali globalnej, kryzysowi przeludnienia.

Oczywiście rewolucja seksualna, jak każdy radykalny proces przemiany świadomości, ma swoje meandry, manowce i ofiary. Stawia też zupełnie nowe, dotychczas nie znane wyzwania przed związkami kobiet i mężczyzn. Jest jednak nadzieja, ze po okresie nieodzownego kryzysu związki miedzy kobietami i mężczyznami uwolnione od obciążeń patriarchalnego paradygmatu, będą powstawać na zupełnie innej, „wyższej” zasadzie. W ogólnym bilansie „rewolucja seksualna” wydaje się być procesem dziejowo niezbędnym i korzystnym tak dalece, ze nie sposób wykluczyć w jego zainicjowaniu i trwaniu – boskiej interwencji.