Proste życie - minimalizm

Wraz z pojawieniem się dzieci na świecie (a często i przed tym faktem) wiele osób zauważa, jak wiele wydatków wiąże się z rodzicielstwem. Dziecko ma sporo potrzeb – i jest to nieuniknione. Bywa jednak, że to my sami je „tworzymy” – pod presją reklam, znajomych czy pragnienia dowartościowania samych siebie. 

Ubrania, jedzenie, rozrywki, edukacja, opieka medyczna… Każdy rodzic staje przed długą listą rzeczy, którą dziecku zapewnić trzeba, należy (bo co inni powiedzą), wypada, dobrze, by było, muszę (bo jak mu odmówić).

W pewnym momencie może dojść do sytuacji, że zaczyna być ono postrzegane w kategoriach kosztu…, a tak być nie powinno. Zmieńmy swoje nastawienie, podejście i zastanówmy się, jak można ograniczyć niepotrzebne wydatki związane z dziećmi – bez krzywdy dla nich, a z pożytkiem dla naszego domowego budżetu.

Chwila na refleksję

1) Kto potrzebuje metki? Jeśli wasz domowy budżet jest na tyle duży, że żaden firmowy ciuszek mu niestraszny – nie ma problemu. Czy jednak rzeczywiście maluch „potrzebuje” bardzo drogich śpioszków, kaftaników czy zabawek z logo bardzo znanej firmy? Czy jest sens płacić za metkę? Maluchowi to wszystko jedno – jaka metka. Często nie idzie ona w parze z jakością lub produkt jest identyczny, jak te dużo tańsze. Po co przepłacać i generować niepotrzebne koszty?
 

2) Drogie słoiczki pełne chemii. Wydawać by się mogło, że odgrzana na szybko papka ze słoiczka to uproszczenie życia rodzica. Nic bardziej mylnego. Po fali zachwytów nad takim jedzeniem – przychodzi otrzeźwienie. Ich skład bywa często bardzo marnej jakości – nawet tych droższych (co jakiś czas na światło dzienne wychodzą nieciekawe fakty opisujące proces ich produkcji czy zawartość). Taniej dla nas i zdrowiej dla dziecka – jest samemu ugotować i podać mu w odpowiedniej postaci (w zależności od wieku) warzywa, owoce itp.
 


 
↑ Internetowe warsztaty dla mam dostępne już w Polsce! ↑

 

4) Mamo ja chce, kup mi. Bywa, że nasza postawa sprawia, że dziecko otrzymuje komunikat, że otrzyma wszystko, czego sobie zażyczy. Wraz z upływem czasu roszczeniowa postawa dziecka może stać się przyczyną zupełnie niepotrzebnych wydatków i frustracji w rodzinie. Nie uczmy dziecka, że dostanie słodycze, gdy tylko o to prosi/żąda, że każda wyprawa do sklepu – to na pewno nowa zabawka. Przyzwyczajając je do czegoś – miejmy na uwadze, że będzie ono się tego domagało, uważało za normę, a nasze nagłe NIE – uzna za niezrozumiałą dla niego krzywdę i niesprawiedliwość.
 

5) Nie mamy na to pieniążków. Od małego warto oswajać dziecko z tym, że istnieje coś takiego jak pieniądze, za które kupuje się różne rzeczy. Ich zdobywanie zaś wymaga pracy rodzica, energii, czasu. Niech dziecko ma świadomość, że rodzic nie zawsze ma środki lub ma ich zbyt mało, by np. w danym momencie kupić wymarzoną grę, komputer czy zestaw drogich klocków. Ucząc szacunku do pieniędzy – pomagamy dziecku zrozumieć, że brak czegoś nie wynika np. ze złośliwości mamy czy taty, ale z sytuacji finansowej rodziny.
 

6) Sztuka oszczędzania i zarządzania pieniędzmi. Bardzo przydatna rzecz dla każdego człowieka – i warto jej uczyć od dziecka. Już nawet maluch może mieć swoją skarbonkę, do której np. trafiają drobne od rodziców, prezent urodzinowy czy kilka zł od dziadków. Zastanawianie się, na co je wydać, ile brakuje do upragnionej zabawki, co ile kosztuje (z pomocą rodziców) – sprawi, że dziecko nauczy się dokonywać mądrych zakupów, przewidywać ich konsekwencje (np. pusta skarbonka i brak pieniędzy na inny zakup).
 

7) Zakupy bez dzieci. Zabierając dzieci na zakupy zwykle wracamy z kilkoma dodatkowymi i nieprzewidzianymi rzeczami (słodycze, zabawka, jakiś drobiazg). Jeśli to nie jest konieczne i chcemy nieco zaoszczędzić – wybierajmy się na nie sami.
 

8) Fast food obowiązkowy? Każda wyprawa do supermarketu to obowiązkowy zakup zestawu z zabawką lub odwiedziny w barze szybkiej obsługi? Rachunek spory, jedzenie niezdrowe. Komu to służy?
 

9) Drogie rozrywki? Chcielibyśmy pójść gdzieś całą rodziną, czy zabrać dzieci na ciekawe warsztaty, zapewnić im lekcje dodatkowe – wszystko jednak kosztuje. Jak zminimalizować koszty? W takiej sytuacji warto sprawdzić oferty np. domów kultury, fundacji,  bibliotek, kin i teatrów. Oczywiście zależy to od miasta, jednak w wielu z nich są organizowane cykle filmowe, bajkowe oraz warsztaty dla rodzin z dziećmi – w cenach symbolicznych lub nawet bezpłatne. Pikniki, festyny, gry miejskie – tu również nie ma zwykle biletów wstępu, a oferta atrakcji dla dzieci jest bogata. Chcąc zaoszczędzić czas na wyszukiwaniu, możecie zapisać się na jakiś newsletter i otrzymywać na maila informacje o ciekawych wydarzeniach w waszym mieście, np. oferowany przez portal MiastoDzieci.pl
 

10) Mamo/Tato – bo Kasia ma…  Bo koleżanki dziecko ma… Tak tłumaczą potrzebę zakupu czegoś zarówno dzieci, jak i my sami… Dobry rodzic już dał to dziecku, a Ty nie? Trzeba kupić, wykupić i zapewnić – krzyczą reklamy wpędzając w poczucie winy, frustrację i wydatki. Zastanawiajmy się nad pobudkami i motywami naszych zakupów – czy to naprawdę realna potrzeba, a produkt jest rzeczywiście dobrej jakości? A może tylko impuls, uleganie presji reklamy, otoczenia? Tłumaczmy dziecku, że nie wszystko jest warte kupienia; nie wszystko, co mają inni jest zgodne z naszymi wartościami, dobre i nam potrzebne… lub po prostu nas na to nie stać.