Pracoholizm

Pracujesz jak szalony, szybciej i wydajniej niż dobrze dotarty i naoliwiony kombajn Bizon. Czujesz, że właśnie teraz jesteś u szczytu swoich możliwości. Masz inteligencję, doświadczenie, doskonałe wyczucie i mnóstwo znajomych, którzy są pomocni w biznesie. Nic, tylko pełnymi garściami czerpać z tego rogu obfitości.

Szanse trzeba wykorzystywać, więc – czerpiesz! Zgarniasz te skarby i pchasz do kieszeni, do worków, szaf, kredensów i sejfów, nawet za pazuchę. Przypomina ci to akcję jakiejś baśni? Świetnie! Ale przypomnij sobie, co spotyka tych, którzy nie znają umiaru. 

Tytan pracy

Pracujesz dużo, bardzo, dużo. Masz powód: dbasz o byt, a nawet dobrobyt swojej rodziny. Brawo! Ale nie ukrywasz, że sukces sprawia ci ogromną satysfakcję. Ba! To cię kręci! W pracy dowartościowujesz się najbardziej, więc stała się ona dla ciebie najatrakcyjniejszym źródłem przyjemności. Przyjemności – jak sądzisz – całkowicie usprawiedliwionych. Przecież nikt nie zarzuci ci egoizmu, lenistwa, braku zaradności. Harujesz dla rodziny, dla dzieci, to o nich przecież myślisz cały czas. Można powiedzieć, że się dla nich poświęcasz, czyż nie?

Czym jest sukces dla Ciebie?

Jednak z boku wygląda to wszystko nieco inaczej. Owszem – dużo pracujesz, ale może jest odwrotnie, może dla pracy poświęcasz najbliższych?

Pogoń za sukcesem sprawia, że bierzesz na siebie wciąż więcej i więcej, bo… chcesz więcej. Nie masz więc czasu na odkładanie czegokolwiek "na później", działasz tu i teraz, musisz jak najszybciej mieć efekty. Musisz… Zatracasz się w tym tak bardzo, że cokolwiek nie jest związane z pracą, zaczyna ci po prostu przeszkadzać. Odbębniasz, jak robot wszelkie czynności, które nie łączą się z pracą i nie wiodą do sukcesu zawodowego.

 

8razyO

 

Automatycznie jesz, automatycznie się kochasz, automatycznie rozmawiasz o sprawach innych niż praca. Zdawkowo odpisujesz na GG przyjaciołom, z córką kontaktujesz się sms-ami, a świąteczne prezenty dla rodziny i znajomych kupowałeś na stoisku "last minute".

No, ale jesteś z siebie dumny: perfekcyjnie organizujesz swój czas, zdążasz, godzisz wszystko ze sobą, jesteś "multimedialny", rozciągasz dobę do granic niemożliwości, by pomieścić w niej jeszcze więcej zadań. Wciąż ci mało…

Pracoholika portret własny

Brzmi nieprawdopodobnie? Sądzisz, że to karykatura, przesadzona krytyka? A pamiętasz, co wczoraj jadłeś na lunch i jak to-to smakowało? Pamiętasz, co "leciało" w radiu, gdy jechałeś do pracy, jaka była pogoda i jaką książkę czyta teraz twoja córka? A pamiętasz, czym różnił się twój ostatni seks od tego przedostatniego i tego sprzed miesiąca? O ile w ogóle pamiętasz, kiedy ostatni raz się kochałeś…

Uważasz, że masz mnóstwo siły i energii, czujesz się doskonale, nie myślisz o zdrowiu, bo się nie zepsuło. Ale gdy prowadzi się tak rabunkową gospodarkę własnym organizmem – to tylko kwestia czasu. Jesteś po czterdziestce i twoje ciało nie wytrzyma takiej orki. Permanentny stres, ciągłe niedosypianie, jedzenie "na szybko" i byle czego, hektolitry kawy, praca na wysokich obrotach – żadna maszyna na dłuższą metę nie wytrzyma takiej eksploatacji. A przecież ty nie jesteś maszyną! Awaria musi nadejść: przemęczony organizm łatwiej ulega usterkom. Ale ty bagatelizujesz drobne dolegliwości. Ostatnie przeziębienie zignorowałeś, bo było tyle ważnych zadań… No, więc prychałeś i kasłałeś, ale pracowałeś. I co – myślisz, że postawią ci za to pomnik? Jeśli nie wynalazłeś w tym czasie leku na raka – raczej nie. A już na pewno nie dostaniesz medalu od najbliższych. A ponoć tak ci na nich zależy…

PracoholizmNo, ale ważne, że masz dobre samopoczucie i sądzisz, że inni cię podziwiają. Czujesz się niemal bohaterem. Sądzisz, że robisz wrażenie swoją wydajnością, maksymalną koncentracją na celach i poświęceniem wszystkiego dla pracy. Dlatego z dumą mówisz: „Jadę na wakacje, ale zabieram komputer i – oczywiście – będę codziennie on-line”. Życzenia „miłego weekendu” kwitujesz zawsze w ten sam sposób: „Ja będę na pewno pracował”. Na Facebooku wakacyjne zdjęcia znajomych bardziej zjadliwie niż dowcipnie komentujesz: „No, tak – jedni się obijają, a inni pracują”. Czujesz się "taki lepszy"…

Mam dla ciebie złą wiadomość: pomyliłeś pracowitość i zaangażowanie z obsesją i pracoholizmem. A ludzie już dawno przestali cię podziwiać, bo niby za co? Pokazujesz im tylko, że jesteś niewolnikiem pracy i nie umiesz odpoczywać. Nie masz czasu dla rodziny, na rozrywki, nawet na swoje przyjemności, na nic, po prostu – na życie. I co tu podziwiać? Żaden z ciebie bohater i na pewno nie jesteś "cool" – budzisz raczej litość.

Bywa, że masz chwilę refleksji, gdy dopada cię strach. „Biorą już z mojej półki” – zauważasz, bo odszedł kolega, który był tylko o rok starszy od ciebie. Przez chwilę czujesz ciarki na plecach, ale szybko się otrząsasz i pędzisz dalej. Na pogrzeb nie pójdziesz: nie masz czasu, zresztą – nie byliście znowu tak blisko. On też był zapracowany, więc nie było kiedy się zaprzyjaźnić.

Bez klapek na oczach

Stop! Smell the rose – mawiają Amerykanie. Zwolnij, chłopie. Zatrzymaj się i przez chwilę popatrz na siebie z boku. Dokąd zmierzasz, po co to wszystko? Dla pieniędzy, dla władzy, dla poczucia własnej wartości? Co naprawdę jest ważne w twoim życiu? Twierdzisz, że rodzina. Jak sądzisz, co będzie lepsze dla twojego dziecka – napchane konto rodziców, czy uśmiechnięty ojciec przy obiedzie? Co bardziej może mu spieprzyć życie – brak kasy na nowe ciuchy czy brak ojca w najważniejszych momentach życia? A twoja partnerka – co ją bardziej cieszy: kolejna torebka, czy wypoczęty i pełen czułości facet? Tak, to są pytania o twoją hierarchię wartości. Szczerze sobie na nie odpowiedz i zacznij się zachowywać adekwatnie do tego, co właśnie odkryłeś. Najlepiej od razu – każdy moment jest dobry na taką zmianę.

Po co pracujemy? Sens pracy i jego twarze

Może łatwiej ci będzie, gdy pomyślisz o sobie jak o… swoim dziecku. Jak byś je traktował? Dyscyplina, owszem, ale gdyby miało gorączkę – nie poszedłbyś z nim do lekarza, "bo jutro klasówka"? Czy nie pozwoliłbyś mu położyć się spać, gdyby było zmęczone? A może zmuszałbyś późnym wieczorem do odrabiania lekcji, które zadano „tylko dla chętnych”? Czy zabroniłbyś mu się cieszyć z drobnych rzeczy, bawić z rówieśnikami, przebywać blisko rodziców? Czy ograniczyłbyś jego życie do szkoły i nauki w imię rozwoju i przyszłego wielkiego sukcesu? Jeśli tak – uczyniłbyś je nieszczęśliwym i samotnym. I nigdy by ci tego nie wybaczyło.

pracoholizmSpokojnie zastanów się nad swoją skalą wartości. Wypisz na kartce wszystko, co się dla ciebie liczy, a potem uporządkuj według ważności. Nie bądź hipokrytą! Jeśli rzeczywiście liczy się dla ciebie uznanie i bogactwo – nie oszukuj, przyznaj się do tego. Ważne, abyś wiedział, na czym stoisz. Takie podsumowanie powinno się robić regularnie, bo wartości zmieniają się wraz z upływem czasu. Ważne, abyś znał swój aktualny "stan posiadania". A potem – zacznij się zachowywać zgodnie z wartościami, które są dla ciebie ważne. Jeśli postawiłeś na pierwszym miejscu rodzinę – zacznij spędzać z nią więcej czasu. Jeśli ważne jest dla ciebie zdrowie – zaplanuj "program naprawczy", utrzymuj odpowiednią dietę, określ daty, w których zrobisz badania i zacznij regularnie uprawiać sport. Itd, itp.

Ale przede wszystkim – zwolnij obroty w pracy. Nie musisz mieć wszystkiego natychmiast! Pewne działania możesz rozplanować na dłuższy czas, inne możesz powierzyć współpracownikom. Zanim weźmiesz na siebie kolejne zadanie, zastanów się dwa razy, czy na pewno jest to konieczne i jak się ma do twojej listy wartości.

Zacznij żyć bez klapek na oczach i wyjdź z tunelu! Dostrzegaj, co masz wokół siebie i ciesz się tym. Gdy wychodzisz na dwór, przystań i chwilę pooddychaj głęboko świeżym powietrzem, poczuj jego zapach i… zapamiętaj. Gdy siadasz do posiłku, wyhamuj się na chwilę, popatrz wokół – kto siedzi obok, jak wygląda, w jakim jest nastroju? Poczuj to, co jesz – nie łykaj, jak indyk tylko po to, by zapełnić żołądek. Smakuj każdy kęs, rób przerwy, by dłużej cieszyć podniebienie. I nie jedz byle czego – przez taką ignorancję odbierasz sobie nie tylko zdrowie, ale i jedną z największych przyjemności człowieka.

Przed snem daj sobie 10 minut na relaks pod gorącym prysznicem, wyluzuj się. Kładąc się do łóżka, myśl już tylko o przyjemnych sprawach, zostaw obowiązki za drzwiami sypialni.
Na zakończenie – drobna gimnastyka: kilka razy dziennie, w pełni świadomie unoś na 10 sekund kąciki ust. To ćwiczenie mimiczne ułatwia pojawianie się na twarzy uśmiechu. A ten – czyni cuda! Już po kilku dniach zauważysz to i ty, i twoje otoczenie.

I przestań wreszcie pędzić - to, że przelecisz przez życie z prędkością światła, nie uczyni go lepszym. Wręcz przeciwnie.

Autor: Brunon Nowakowski

Facet po 40