Niebezieczne zabawy

Budowaliśmy domki na rozłożystych konarach drzew, rozgrywaliśmy wojny rzucając w siebie jabłkami, a zimą wyruszaliśmy z bratem na wyprawy odkrywcze w górę rzeki…. idąc lodem. Przerażające? Dlaczego?

Przyglądając się dziś zabawom, które z lubością praktykowałam w dzieciństwie można by uznać, że były „nieco” niebezpieczne. Wielu rodziców na samą myśl o czymś takim, doświadczyłoby ze strachu palpitacji serca. Być może inna była wtedy świadomość tego, co znaczy „zagrożenie”. Dzieci się bawiły, uczyły, realizowały swoje pomysły na różne sposoby.

Nie czuliśmy, że jest nad nami ciasny klosz – „nie dotykaj niczego, wszystko jest potencjalnym niebezpieczeństwem”. Oczywiście rodzice „pilnowali nas”, tłumaczyli, przestrzegali… – nie znaczy to jednak, że chuchali i dmuchali, trzęsąc się za każdym razem, gdy wychodziliśmy z domu. Całkowicie NORMALNE było to, że dzieciaki budują szałasy, grupami chodzą na sanki, zbijają jakieś skrzynki, czy rozkładają na części składowe np. stary telewizor. Niczym dziwnym była zabawa w kuchnię z użyciem błota, czy wznoszenie tam na rzece. 
 


 
↑ Internetowe warsztaty dla mam dostępne już w Polsce! ↑

Dzieci doświadczają

Gever Tulley jest autorem książki, która stała się źródłem inspiracji dla rodziców na całym świecie – "50 niebezpiecznych rzeczy (które powinieneś pozwolić robić swoim dzieciom)". Powstało sporo blogów/stron, gdzie całe rodziny realizują jeden po drugim zawarte w niej pomysły. Są one bardzo różne – i to już od wyczucia rodziców zależy, czy/i które uznają za wartościowe. Sam zamysł jest jednak godny zastanowienia i przetestowania w praktyce:)

Okiełznać niebezpieczeństwo

Nie chodzi o to, by narażać dzieci na ryzyko zrobieni sobie krzywdy – bardziej o pokazanie, że świat nie jest wyłącznie „zagrożeniem”, dać im przestrzeń do doświadczania, uczenia się zasad bezpieczeństwa, przewidywania konsekwencji swoich decyzji.

A oto lista, która może być dla was inspiracją – cześć pochodzi z książki „50 niebezpiecznych rzeczy”. Oczywiście warto zrobić swoją własną razem z dziećmi. Czego im zwykle zabraniacie? Może warto przejść wspólnie przez to „zagrożenie”? Pokazać, jak to zrobić bezpiecznie?

  • Budowa domku na drzewie
  • Wspinaczka na drzewo – albo np. wizyta w parku linowym
  • Rozkręcenie niepotrzebnego urządzenia i sprawdzenie, co ma w środku
  • Rozpalenie ogniska
  • Struganie patyka
  • Wbijanie gwoździ
  • Spanie w nocy pod namiotem obok domu
  • Wejście na dach
  • Wędrówka po torach kolejowych
  • Strzelanie z procy
  • Budowa tamy na rzece
  • Przejście przez potok, rzeczkę
  • Sklejenie palców klejem
  • Ubijanie piany mikserem
  • Rzut włócznią
  • Rzucanie kamieniami
  • Wejście do podziemi (może być np. jakiś ciemny tunel)
  • Polizanie baterii
  • Wyjście z domu, gdy pada deszcz

Iluzja klosza

Bez względu na starania, dobre chęci – nie da się uchronić dzieci (a później dorosłych już ludzi) od wszelkich niebezpieczeństw świata. Nie znikną ruchliwe ulice, ogień, głęboka woda, kanty, urządzenia na prąd. Zamiast odcinać je od tego – uczmy mądrych zachowań, uświadamiania sobie, jakie konsekwencje mają ich działania; uczmy zasad bezpieczeństwa na konkretnych przykładach, przez doświadczanie…

 

 

Dużo łatwiej im będzie w życiu, jeśli nie będą czuć obezwładniającego strachu przed wszystkim, co skojarzy im się ze słowem „zagrożenie” (może to być np. ryzyko zmiany pracy, konieczność trudnej rozmowy). Pamiętajmy, że na poczucie pewności siebie wpływa wiele czynników i warto zadbać o to, by pomagać dzieciom je mądrze kształtować. Nie miejmy złudzeń, że z "zastraszonych" dzieci wyrosną pewni siebie ludzie, którzy z odwagą będą kreować swoje życie. 

 

Jak wygląda robienie niebezpiecznych rzeczy w praktyce? – możecie sprawdzić na fiftydangerousthings.wordpress.com oraz theriskykids.com.

Strona autora książki – www.fiftydangerousthings.com Warto również zajrzeć – www.tinkeringschool.com