Jesienna chandra

Spoglądasz w okno, a tam szaro i mgliście. Od samego patrzenia marzną Ci stopy. Owijasz się szczelniej szlafrokiem, nastawiasz czajnik i myślisz, jak to zrobić, żeby dziś… nic nie robić. Wiesz, że za kwadrans musisz być w samochodzie i pędzić do pracy, w międzyczasie zawieźć dzieci do szkoły, przełożyć wizytę u dentysty i machnąć czerwoną szminką usta, żeby pełną werwy wejść do biura. Chce Ci się wyć…

Samo odklejanie powiek i udawanie, że widzisz coś poza mgłą i swoim znużeniem wyczerpuje z Ciebie resztki energii. Rozciąganie warg w uśmiechu i setne „dzień dobry” męczy Cię bardziej niż kac. Chce Ci się płakać, leżeć pod kołdrą, jeździć palcem po pilocie i beznamiętnym wzrokiem ogarniać mieszkanie, które już dawno nie było czyste.

Jesień, jesień, ach to Ty

Jesień. Złota, polska. Gdzie ona jest? W tych paru chwilach rodzinnego spaceru? W tygodniu nieprzespanych nocy przy akompaniamencie dziecięcego kaszlu, jęczenia, migotania nawilżacza powietrza i zasmarkanych chusteczek tulących się do Ciebie jak małe koty?

Gdzie jesteś, złota polska? W tej zimnicy, co mnie przeszywa jak paralizator, kiedy zdrapuję pierwszy śnieg z szyby? W tym deszczu, co siąpi tak, że już nie wiem, co spływa mi po twarzy, jesienny Staffa czy katar?

Nie chce mi się nic, jak już to wyć. Wychodzę z pracy nocą, bo 17 to już teraz noc. Kupuję mrożoną pizzę na wynos wmawiając sobie, że ketchup to też warzywo i dzieciom nic nie będzie. Puszczam im bajki, bo nie mam siły ich słuchać. Nie zmywam, nie piorę, nie dziś, kiedy migrena rozkłada mnie na łopatki. Byle do jutra…

Wszystko mnie wkurza. Niewyniesione śmieci, niewypakowane resztki jedzenia ze szkolnych plecaków, nierozwieszone pranie. Niewyremontowane schody, brudne ściany. I moja nadwaga. I to, że nie kochaliśmy się od tygodni.

Nie chce mi się dzisiaj być ambitną. Nie chce mi się dzisiaj być pomysłową. Nie chce mi się dzisiaj być pierwszą. Dzisiaj chcę zamienić na wczoraj.

Któryś z opisów pasuje do Ciebie?

Dopadła Cię jesienna nostalgia i zastanawiasz się co zrobić? To nie będzie tekst, który powie Ci jak przetrwać listopadową melancholię. To nie będzie tekst z 10 wskazówkami, jak umilić sobie dżdżyste wieczory. Dlaczego?

Bo smutek jest dobry. Jest Tobą  jak radość, entuzjazm, zadowolenie. Smutek pozwala Ci się wyciszyć, oczyścić z emocji, usunąć złogi, które narastały w Tobie cały rok. Nie musisz płakać. Możesz pobyć ze swoją melancholią przy filiżance herbaty. Pozwól jej rozgościć się w sobie na chwilę. Zatrzymaj się i posłuchaj, co chce Ci powiedzieć.

Może za szybko pędzisz? Może nie robisz nic dla siebie? Może wcale nie lubisz gotować, sprzątać? Może drzemie w Tobie introwertyk, który kuli się na samo wspomnienie każdego „dzień dobry” do klienta?

Daj się ponieść chandrze

Potraktuj jesień jak okazję do refleksji. Zrób sobie duchowe spa i poczuj, jak smutek łagodzi rozkołysany latem umysł. Daj się ponieść jesiennej chandrze choć na jeden dzień. Posłuchaj, co mówi do Ciebie Twoje ciało. Zrób sobie wolne. Od pracy, sprzątania, gotowania, bycia super małżonkiem, rodzicem, kolegą, przyjaciółką. Posłuchaj swoich myśli, poczuj przyjemność z obcowania z samym sobą.

Odpuść

Nie masz wolnego? Odpuść. Zrób szybki obiad, zaproś do domu inne dzieci, żeby pobawiły się z Twoimi, nie przejmuj się bałaganem, wykorzystaj czas dla siebie. Płyń ze swoim smutkiem i czekaj, aż roztopią się emocjonalne toksyny. Nie wysilaj się, zrób minimum tego, co zaplanowałeś na ten dzień. Pozwól sobie na jesień.