Slow life

„Zrozumiałam, że zmieniając jedną drobną rzecz w swoim życiu możemy dokonać zmiany całości. Indianie pokazali mi, że nie da się oddzielić duchowości od codzienności. To są dwa oblicza tej samej rzeczywistości. Rewers i awers tej samej monety. Nie chodzi więc o to, aby dzielić, różnicować, ale o to, aby to jedno wynikało z drugiego. Z tego punktu widzenia każda chwila i każde działanie jest święte”.

Według statystyk polski ojciec spędza ze swoim dzieckiem 17 minut świadomego czasu dziennie, pracująca matka spędza około 30 minut. Miesięcznie daje to jakieś 15 godzin, a rocznie… 7,5  dnia. Jeśli do tego dodamy kilka godzin z wakacji, świąt i weekendów, to będzie tego może 14-16 dni w roku. Mniej więcej tyle świadomego czasu poświęcamy swojemu dziecku, partnerowi i sobie – czyli tym, którzy podobno są najważniejsi w naszym życiu.

 

 

Niewiele więc życia mamy w życiu.

Rocznie jakieś dwa tygodnie.

Spieszymy się. Jesteśmy zapracowani, zajęci, zabiegani, a także po prostu zmęczeni. Świat nas zarzuca informacjami, danymi, produktami, zadaniami, wyzwaniami. Nie mamy czasu na celebrowanie codzienności. Życia. Obecności.

Szukamy tego magicznego Czegoś, jakiegoś św. Graala, który powoli nam poczuć, że żyjemy i w jakiś dziwny sposób spowoduje, że będziemy szczęśliwi. Planujemy wyjazdy, zmianę pracy, partnera lub przynajmniej koloru firanek w kuchni. Przecież gdzieś musi być coś, co nada sens życiu!

Większy telewizor? Kolejny warsztat? Nowy kochanek?

Nie wiemy, że to, czego nam potrzeba mamy przy sobie.

Bo często nie da się zmienić tego, jak żyjemy. Praca, obowiązki, rachunki, zakupy, wymiana uszczelek i korki w drodze na wakacje. To będzie zawsze. Podatki i śmierć dwie pewności w życiu. Tego więc nie zmienimy.

Możemy jednak zmienić jakość tego, jak żyjemy.

Slow life

 

Możemy zmienić naszą reakcję na to, co się wydarza – bo to jedyna rzecz, na jaką mamy wpływ.

Nie rozciągniemy czasu (bo to nie guma), ale możemy nadać mu wartość. Możemy zacząć celebrować naszą codzienności i spowodować, że to, co nudne, powtarzalne, przewidywalne może stać się cudem. (Czy możesz sobie wyobrazić swój typowy dzień pracy z wczoraj, z dziś i za rok, dwa lub dziesięć lat?)

Nasza codzienność i nasze obowiązki są bramą, narzędziem mającym pomóc nam w rozwoju. Nasz rodzic, partner, nasze dziecko są naszymi największymi nauczycielami. Przewodnikami.

Jidu Krishamurti powiedział kiedyś, że „nie chodzi o to, aby usiąść w kącie i medytować godzinami. Ale o to, aby każą chwilę uczynić medytacją”. Nie ma więc nieważnych, nieistotnych sekund, minut i godzin. Nie ma nieważnych decyzji i wyborów (czasami są tylko niewykorzystane okazje). Nie jesteśmy też tu za karę.

Jesteśmy po to, aby być szczęśliwymi. Zrealizowanymi. Jesteśmy tutaj, aby się rozwijać.

Ale często o tym zapominamy. Tak samo jak dawno zapomnieliśmy o tym, że biblijne znaczenie słowa grzech oznacza, „niewykorzystanie swoich talentów”.

Jesteśmy tu, aby żyć jak najpełniej, aby jak najlepiej wykorzystać swój potencjał. Aby się śmiać. Aby codzienność uczynić świętością.

Indianie nazywają ten stan „Walking in Beauty”. Wędrowaniem w pięknie.

 

Autor: Asia Pyrek
Od 25 lat zajmuje się różnymi technikami pracy nad sobą – m.in. zaadoptowana przez Indian jedyna w Polsce Tancerka Słońca (tańczyła dotąd 6 razy), numerolog, trener, a także kompozytor muzyki filmowej i autor piosenek, fotograf (m.in. 3 książki dla National Geographic), filmowiec. Więcej na www.facebook.com/asiapyrek