Cyberprzemoc

Wśród młodzieży internetowa agresja wymierzona w rówieśnika może skończyć się wykluczeniem i depresją, a nawet samobójstwem. Skierowana przeciwko celebrytom przyjmuje różnorakie formy, od niewinnych drwin po karalne groźby. Uderzająca w marki produktów dzieli fanów na wrogie obozy i jest narzędziem nieuczciwej konkurencji.

Cyberprzemoc może zacząć się od kliknięcia „lubię to” pod prześmiewczym zdjęciem czy złośliwy komentarz pod czyjąś publikacją albo materiałem filmowym.

Kiedy już pozna się mechanizmy cyberprzemocy w Polsce, po analizie konstrukcji gramatycznych, używanych słów i technik, można zacząć tworzyć narzędzia, które będą potrafiły automatycznie ją wykrywać. Zamierzam też dostarczyć materiałów edukacyjnych nauczycielom, rodzicom i pedagogom, żeby łatwiej identyfikowali u dzieci i młodzieży zachowania świadczące o tym, że ich podopieczni są ofiarami agresji w sieci. Dzięki temu będą mogli właściwie je rozpoznać i na nie zareagować” – mówi Radosław Komuda, doktorant Uniwersytetu Hokkaido w Sapporo i absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Czym jest agresja elektroniczna?

Agresja elektroniczna to ogół zachowań w internecie wymierzonych w innych użytkowników, w marki albo celebrytów. Taki rodzaj prześladowania nazywany jest z języka angielskiego w spolszczonej formie „hejtem”. Zdaniem badacza wyróżnionego „Diamentowym Grantem” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zjawisko to staje się w Polsce niestety coraz powszechniejsze.

Myślimy jednak o takich sytuacjach dopiero wtedy, gdy mają one swój tragiczny finał, (…) gdy ktoś targnął się na swoje życie, bo był prześladowany. Żeby sprostać temu wyzwaniu, powstał projekt badawczy, którego celem jest zbadanie świadomości społecznej problemu. Rodzice i nauczyciele często nie są przygotowani na tego typu zagrożenia, a młodzi rzadko kiedy są świadomi, że część ich działań jest przejawem takiej agresji” – mówi Komuda.

W odróżnieniu od przemocy szkolnej, gdzie można znaleźć świadków albo fizyczne ślady ataków, ta elektroniczna jest bardzo trudna do wyłowienia. Dzieci mają telefony i komputery zabezpieczone hasłami, wpisy na portalach społecznościowych są ograniczone ustawieniami prywatności, zatem opiekunowie mają utrudniony dostęp do informacji i trudniej jest wykryć przemoc.

Można sądzić, że rodzic powinien cieszyć się, że dziecko mniej czasu spędza korzystając z telefonu lub odwiedzając portale społecznościowe. Tymczasem, jeśli wcześniej jego zachowanie było inne, nie musi to wcale oznaczać, że zmądrzało. Może to być wskazówka, że jest nękane, że padło ofiarą wyśmiewania czy gnębienia. Jakie zachowania dziecka powinny zwrócić uwagę dorosłych?

Bardzo często dzieci zachęcone poczuciem anonimowości w sieci dają upust swoim najgorszym instynktom. Często włączają się w wojny i dyskusje internetowe, które w realnym świecie prawdopodobnie nie miałyby miejsca. Ofiara takiego traktowania często zamyka się, traci pewność siebie, odsuwa od rówieśników. Ale sytuacje te nie są zarezerwowane wyłącznie dla młodszych użytkowników internetu. Jeśli w sieci pojawi się zdjęcie, przedstawiające jakąś osobę w niekorzystnej sytuacji, dorośli równie chętnie klikają "lubię to" czy udostępniają dalej. To, co robimy instynktownie, w poczuciu niewinności i dla żartu, może mieć opłakane skutki. Jeżeli dziecko zamyka się w domu i traci więzi z grupą rówieśników, to jest to tożsame z efektami przemocy fizycznej w szkole” – ostrzega rozmówca PAP.

Przemoc elektroniczna może być skierowana przeciw celebrytom, politykom i markom. Jak obserwuje Radosław Komuda, są to zjawiska o innym charakterze. Przemoc rówieśnicza w sieci jest najczęściej słowna. Wobec osób znanych i nielubianych jest ona bardziej twórcza – pojawiają się memy internetowe, przeróbki zdjęć, filmy, montaże wypowiedzi.

Najciekawsze afery dotyczą pojedynczych osób – na przykład Jarosława Kuźniara, który został krzyknięty sknerą, po tym, jak publicznie poinformował, że po skończonej podróży po Stanach Zjednoczonych oddał wszystkie kupione rzeczy do Walmartu. Internauci prześcigali się w wymyślaniu sposobów na tanie podróżowanie opisując je jako "sekrety Kuźniara". Było tam wiele negatywnych wpisów pod jego adresem. Telewizyjny prezenter przygotował a odpowiedź wymierzoną bezpośrednio w hejterów z tzw. hasztagiem #ryjkuzniara oraz upublicznił dane osób, które komentowały jego wpisy” – opowiada badacz.

A jeśli chodzi o partie polityczne, które mają zatrudniać „hejterów” do zwalczania politycznych oponentów? Jego zdaniem opcje polityczne nie muszą się wysilać w zatrudnianiu osób, które wysyłają komentarze pod adresem tej czy innej partii, bo te osoby i tak są aktywne w internecie. Nie jest zatem konieczne sztuczne napędzanie tego typu akcji. Ta maszyna sama się kręci.

Tak było, kiedy pojawiła się wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o "gorszym sorcie Polaków". Polityk odniósł się do tych przedstawicieli opozycji, którzy szkodzą wizerunkowi Polski za granicą. Duża część internautów całkowicie opacznie odebrała jego słowa i utożsamiła się z adresatami zarzutów. Jedna z firm zarobiła krocie na koszulkach z napisem "Najgorszy sort Polaków” – przypomina Komuda.

Dodaje, że w przypadku marek produktów również mamy do czynienia z licznymi grupami atakujących. Mamy więc odwieczny konflikt użytkowników telefonów z systemem Android i iPhone’ów, miłośników Mac kontra PC oraz konsoli różnych firm.

Celem projektu zainspirowanego badaniami wykonanymi w Japonii, nie jest tylko opisanie zjawiska socjologicznego. W międzynarodowej grupie badawczej powstaną w przyszłości narzędzia do automatycznej detekcji negatywnych zachowań w internecie. W projekcie, obok afiliowanego na Uniwersytecie Hokkaido Radosława Komudy, uczestniczyć ma dr Paweł Dybała z Uniwersytetu Jagiellońskiego i dr Michał Ptaszyński z Politechniki Kitami w Japonii.

 

Źródło: Karolina Duszczyk, www.naukawpolsce.pap.pl 09.2016